| czytam/oglądam/zaglądam: bluelines, cashew, clotilde, cloudy, dodo, dryoung, eilan, evva, john & kid a, książę, leśne drogi, leśne ścieżki, ładnerzeczy, mamofyen, martha, piaskownica meg, motyla noga, mundanity, okolice smaku, pierwsza, qbk, snafu, ws, zu, zo i zbig |
|
inne moje: co ja narobiłam!, wersja rss, kwestionariusz prousta Blog wuja Czesława 2009 maj kwiecień marzec luty 2008 grudzień listopad październik kwiecień styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2003 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec
Layout: me, myself and I. Foto: P. i ja. Na zdjęciu: Ogród Botaniczny UMCS w Lublinie. |
I znów minęło parę tygodni... ...a ja sobie żyję i - nie da się ukryć - coraz lepiej żyję, wygrzewam się w słońcu, łapię wiatr w żagle, planuję przyszłość. Najbliższe plany obejmują tygodniowe, a właściwie dziewięciodniowe wakacje w czerwcu, połowę spędzę w Kazimierzu nad Wisłą, drugą połowę z P. w Urlach na Belle. Dalsze plany obejmują weekend w Gdyni u Anny, gdzie razem z P. będziemy fotografować żaglowce i wdychać morskie powietrze. W poprzedniej pracy bywało, że nie miałam kompletnie, dramatycznie NIC do roboty. Martwe dni i tygodnie, które spędzałam czytając i oglądając zdjęcia na Apartment Therapy, a także na gadaniu z Anną via gg. Anna również nie miała wtedy nic do roboty w pracy, bo między jednym a drugim projektem mijały czasem i dwa tygodnie. Wtedy właśnie układałyśmy z Anną menu na proszone obiady. Obiady mogły być w jednym kolorze (żałosny pomysł, ale dobry jako ćwiczenie), mogły mieć jakiś temat geograficzny (Norwegia) albo sytuacyjny (sierpień na wsi). Wczoraj usiadłam nad kartką papieru i dla rozrywki ułożyłam sobie coś takiego - weekend na wsi na przełomie wiosny i lata. Ależ frajda. I mówię Wam, zrealizuje się to kiedyś. Koniecznie ;) 2009-05-10, skomentuj (0) Antropologia Parę dni temu łaziliśmy z P. po dużej księgarni i wybieraliśmy książki dla bliskich. Trafiłam na popularnonoaukową pozycję "Przejrzeć Anglików" antropolożki Kate Fox i natychmiast zgarnęłam ją dla siebie. Prawda - jak sama Fox pisze, to "antropologia w stylu pop". Prawda - jest napisana językiem dalekim od naukowego. Prawda, jest zabawna wręcz i nie przypomina znanych mi książek antropologicznych i socjologicznych. Autorka opisuje zasady, którym sama podlega, widać to w tekście i jest tak piękne, że aż. Pamiętam swój zachwyt na myśl, że tak, proces grupowy to coś przepięknego, jak muzyka albo miot ryjówek, co idzie trzymając brata czy siostrę za ogonek. I to, że jest piękny, to jedno, a to, że mam w nim swoje własne miejsce - jeszcze piękniejsze. Więc czytam to i czuję się, jakby ktoś rozmawiał ze mną poważnie, jak z prawdziwym człowiekiem. 2009-04-16, skomentuj (3) Notatka z dedykacją dla K. (...bo dzień bez wazeliny jest dniem straconym, a K. od dawna mnie usterkuje, że nie piszę o niczym, prócz pracy :) W pracy... właściwie standard, nie będę Wam przecież opowiadać, co tym razem relacjonowała mi Pani Miłosława albo Pan, Którego Pyta Młodzież. PKPM zresztą jest jedynym spośród naszych stałych klientów, którego z głębi duszy i serdecznie nie znoszę. Nawet Człowiek Z Dziurą W Głowie jest lepszy. Ale miało być o niepracy: kupiłam dziś osiem talerzy i cztery kubeczki i cztery miseczki, wszystkie z kremowej porcelany (ponoć) i z przepięknym, skromnym zdobieniem. I jestem z nich dumna i strasznie mi się podobają i wszystkie są moje, a potem będą nasze. I są takie domowe, proste i miłe i już je uwielbiam i wyjmuję z pudełka co kwadrans i się zachwycam. Dorwałam ostatnie paczki, bardzo się cieszę z tego, są cudne. Przez Rozwój Osobisty w mojej rodzinie, a także Wizyty i Remont strasznie zaniedbałam pracownię. Mam już tluczone szkło białe i kobaltowe (tzn to tylko kolor, to nie jest prawdziwe kobaltowe szkło) i będę je topić ze szkliwem, tworząc dość niesamowite powierzchnie. Szczególnie sederowy talerz dla D. wymaga pilnej uwagi i tempa - Wielkanoc za miesiąc, Pesach w tym roku wypada ciut wcześniej, więc chyba jutro w pracowni... Czekam już wiosny jak kania dżdżu. Bazie już są. Wiatr niesie zapach odmarzających psich gówienek. 2009-03-10, skomentuj (0) Słodka Isabel No dobra. O pannie Isabel, nowej narzeczonej starego premiera, piszą wszyscy. Pozwolę sobie i ja, a jakże. Co za żenada. Co za potworna, straszna, żenująca żenada, żal przez rz i paw jak stąd do Londynu. Wyobraźcie sobie: jest sobie dramatycznie głupia laska, Iza jej na imię. Jedzie do Lądka. Poznaje pana w średnim wieku, Kazimierza. Kazimierz jest prezesem. Następuje opowiedziana wielokrotnie w literaturze i filmie historia. Następnie pan Kazimierz decyduje się dopuścić pannę Izę nie tylko do łoża i stołu, rugując stamtąd wcześniej starą żonę. Pan Kazimierz dopuszcza pannę Izę do wszelkich swoich tajemnic. Na przykład - do hasła blogowego. Reszta jest... poezją. Publiczność przejmuje się, łka, klnie, dostaje zawału, olewa wszystko albo też, jak niżej podpisana, turla się ze śmiechu od godziny, klepiąc po udach. Toś se pan zrobił, panie Kazimierzu. Sam tego chciałeś, Kazimierzu Dyndało. Ha! 2009-02-24, skomentuj (0) Aaaaaaa. Mówiłam, że mam katar, jestem biedna, chora, zakasłana i z głową pełną wielu rzeczy, ale przecież nie pracy? Te rzeczy obejmują na przykład: łóżko, kołdrę, herbatę, cytryny, papryczki jalapeno żarte na żywca i z pesteczkami (nic innego tak nie rozgrzewa). Wiadomo, dzięki D. udało mi się posiedzieć w spokoju i nie zedrzeć sobie gardła zupełnie. Ale świry nie znają taryfy ulgowej: 1. Pani G. przylazła z pretensjami, że jedna z komisarzy UE nie mówiła o pieniądzach, które ponoć drzemią. No to żeby wykład zrobiła u nas w pracy, bo niech się uczą... 2. Pan Czerstwy mrygnął okiem, potem drugim, pokłusował - całe szczęście dziś bez słowa. 3. Ta Cicha Studentka (gruba baba szemrząca głosem wystraszonego zwierzątka z kreskówki) wygłosiła całą formułkę (DzieńDobryPaniJaChciałamNaWykładCzyMogęCzyJużSięZacząłCzyMogę?). Być może dzięki informacji, że tak, już się zaczął, nie powtórzyła tego trzy razy, jak to ma we zwyczaju. Pobił wszystkich pan, który zażądał stanowczo pieniędzy na zapłatę dla swoich pracowników. A ja siedzę i marzę o kołderce, herbacie, cytrynie i papryczce. 2008-12-17, skomentuj (0) Troszeczkę przegięcie Dzisiaj już nie mogę, nienawidzę ludności, jestem niewyspana i zmęczona, czeka mnie sprzątanie i dopiero potem będę mogła się wyluzować i odpocząć - herbata stanie na podgrzewaczu, włączy się radio i Odpocznie. Trochę. A jutro będzie super dzień - połazimy po mieście, pójdziemy na imprezę, będzie spokojnie i ani w jednym, jedynym momencie nie będziemy się spieszyć. Oraz: Znów jestem społecznie niedostosowana. Oraz: Mam śliczne foremeczki i nie zawaham się ich użyć, niedługo zostanę piernikzillą. Oraz: W maju i kwietniu nie dostanę urlopu, szefowa zapowiedziała, że nie ma szans i od pojawienia się w pracy nie zwolni nikogo z nas nic poniżej OIOMu. Oraz: Za godzinę wypadam stąd i kontynuuję Działania. 2008-12-12, skomentuj (0) Jak czytam te straszne, wzmacniające stereotypy... ...i uprzedzenia tematy "debat" na głównej stronie blog.pl, to robi mi się smutno i żal. Tak bardzo żal, że mam ochotę napisać go przez rz, żeby był jeszcze bardziej żałosny. Czy warszawiacy (=mieszkający w W-wie? urodzeni w W-wie?) są mili, czy niemili? Toż to fascynujący problem. Ja na przykład dzisiaj jestem miła. Ale przedwczoraj nie byłam. Jestem warszawianką czy też nie? Istnieje teoria, wedle której do nazwania się warszawiakiem trzeba legitymować się siedmioma pokoleniami urodzonych w tym mieście, a ja - o żałości - nie mogę. Czy komercja zabiła radość? No tak, w końcu "my, pokolenie JP2, kombatanci komunizmu urodzeni w latach siedemdziesiątych" mamy wspomnienia prawdziwych świąt, z pomarańczami w charakterze rarytasu. Eeee? No owszem, tak było. Co z tego? Radość świąt nie jest i nie powinna być związana z jedzeniem. Świętujesz Boże Narodzenie? No to cieszysz się z narodzenia twojego Zbawiciela, do prezentów i pomarańczy przywiązując mniejszą, jeśli jakąkolwiek wagę. Dzieci się licytują? Sorry, tak je wychowałeś. Sam przestań się licytować i miej nadzieję, że jeszcze zdążysz oduczyć tego dziecko. Nie ma prostych rozwiązań, choć tak bardzo za nimi tęsknimy. Za to podsuwanie ludziom tematów tabloidyzujących myślenie nie jest receptą na wychowanie społeczeństwa. Choć oczywiście - jest tak proste, że na pewno można liczyć na popularność. Mimo braku tagów na blogu sądzę, że #noapologies byłoby tu stosowne. 2008-12-05, skomentuj (0) Nie, proszę pana. Nie jest pan tak atrakcyjny, ze swoim śmierdzącym tanimi fajkami oddechem, ani tak mądry, z uwagami o niezależności czasu od zegara, żebym radośnie zawaliła kolejkę pięciu osobom po panu. Nawet uśmiech zżółkłych zębów i spojrzenie typu "hej, malenka, zabawymy się" niczego nie zmieni. Po prostu 25 minut spóźnienia na umówione spotkanie sprawia, że zlatuje Pan na najbliższy wolny termin. Jeśli ten termin przypada za siedem godzin - to niezależne ode mnie. Sorry. 2008-12-05, skomentuj (0) Oooj. Wczoraj był największy świr świata, Pan, Którego Pyta Młodzież. Nie znoszę kolesia. W ogóle wczoraj i dziś to dni ze złego snu. Nieopisany nawał ludzi, przwijają się setki, każdy ma sto problemów. Na półgodzinne spotkanie potrafią się spóźnić 20 minut i zrobić awanturę, że przecież jak to, konsultant nie przyjmie, bo się spóźnił? No pięć minut temu panu nie wystarczy? Co to znaczy, że on przyszedł, a tu nie ma? I Te Pe. 2008-12-04, skomentuj (0) Nie chcecie wiedzieć... ...ile dałam za foremki do pierniczków. Ale będę za to miała: śliczne gwiazdki jak z obrazka, dzwoneczek, dwunastocentymetrowe serduszka i wielkie, ozdobne płatki śniegu. Teraz niech mnie tylko ktoś nauczy lukrować z tutki, mam do takich rzeczy dwie lewe ręce, idea rękawa cukierniczego jest tyleż wspaniała, co trudna do realizacji... 2008-12-03, skomentuj (0) |