merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2003

Jestem niespakowana, nieuprana i niewyprasowana, choć to ostatnie prawdopodobnie sobie daruję. Podobnie Mała jest nieprzygotowana do wyjazdu – ciągle nie mogę się zdecydować, czy wieźć ją w klatce, czy w transporterze. Ale pewnie w klatce pojedzie, jak znam życie i siebie – nie będę miała sumienia trzymać jej w małej klatce przez prawie dwa tygodnie – z perspektywą zmieniania ściółki dwa razy dziennie, bo królewna wylewa wodę z poidełka innego, niż kulkowe.

Jestem zmęczona. Robotę oddałam, dostałam z łaski na uciechę całe pięć stów, z których jedną już naruszyłam, a do jutra zniknie (karta do telefonu i bilet na pociąg).

Jutro też S. odbierze mnie z dworca i zawiezie do Wilim, co oznacza, że nie będę musiała tłuc się sześć kilometrów od stacji piechotą w skwarze i ze szczurem w klatce.

Dobrze mi teraz, odpoczywam przez moment, zanim będę musiała się zerwać i rączym kłusem biec ku czekającym na odkrycie w szafie czystym koszulkom. Niewiele tego niestety, mam nadzieję, że noc będzie ciepła ;)))

Jeśli zdążę, wpiszę parę słów rano, a jak nie – to już teraz do zobaczenia 1 września, pa!

Właśnie zobaczyłam, jak Mimbla odsuwa pudełko, żeby dostać się za nie, pod monitor.

Ona wie, że za pudełkiem jest przejście i wie, jak się do niego dostać.

Mój podziw rośnie.

Polowanie na wampiry. Kurs kanasty dla psychiatrów, zamkniętych w szpitalu z powodu burzy śnieżnej. Wampiry w zamku i w pobliskim centrum handlowym – dostępne wszystkie hybrydy: ludzie z uszami nietoperzy, ludzie z głowami nietoperzy, nietoperze o ludzkich twarzach i ze stopami. Z ołtarza-nagrobka zrywa się do lotu kobieta.

Fajnie jest, nie ma co! :)

P. to mój kolega. Konkretnie, mąż mojej przyjaciółki. Człowiek – jeden z nielicznych ostatnio – absolutnie dobry i mądry w dodatku.

I z P. właśnie gadaliśmy dziś o możliwościach lingwistycznych, o tworze, jakim jest Europa Środkowa, o muzyce i historiach rodzinnych.

Tak tylko – notatka dla pamięci, dla zapamiętania herbaty i tej pogawędki.

Wczoraj karaoke do północka nad Wisłą. Fajnie było, tylko akustyka paskudna naprawdę. Kiedy z sąsiedniego ogródka słychać doskonale dyskotekę techno z potwornymi gwizdkami pragnącej współtworzyć muzykę publiczności, to nie ma co liczyć na dające się wytrzymać wykonanie W moim magicznym domu.

Imprezę zamordowała po północy dzielna Policja (ja nie kpię, panie i panowie!), która spowodowała wyłączenie sprzętu i udanie się do domu przez większość imprezowiczów. O tej porze imprezowały wyłącznie pozbawione opieki rodzicielskiej nastodresiki, więc PP wcale nie zrobiła źle.

Ogródki nad Wisłą mają swój urok, w to nie wątpię. Wolałabym pewnie większą izolację akustyczną między jednym a drugim, ale skoro się nie da…

Dobrze mi

1 komentarz

Wygląda na to, że kwestie organizacyjno-dadajowe się zamknęły. Czekam na jedno potwierdzenie.

I na kasę od pracodawcy, którego ze względu na domniemaną obecność nieletnich nie nazwę tak, jak na to zasługuje…

Wszyscy śpią, i ja zaraz pójdę spać; muszę się wyspać, bo jutro imprezka wszak. Mój majątek opiewa na całe 14 zeta, co przypadkiem się przyplątały a propos kupowania butów (ładne, zamszowe adidaski).

Słów parę o obuwiu: dlaczego nie ma dla mnie butów? Czemu sklepy pełne są pantofli, sandałów, kaloszy nawet, które dla osoby cierpiącej na chroniczne wysokie podbicie są nie do włożenia?

Eeech…

Ale w ogóle mi dobrze ;)

Och, jak bym chciała to zaśpiewać!

Jak będę stara, jak będę naprawdę stara, to zostanę Nianią Ogg.

A wygląda też na to, że wyjadę wcześniej, niż mi się dotąd wydawało… hurra!

Nie mam rockowej przeszłości. Moja przeszłość muzyczna to najpierw Mazowsze, potem Verdi i Mozart, w trakcie – Modern Talking, New Kids On The Block, Madonna.

Jestem dzieckiem lat osiemdziesiątych. Moje marzenia składały się z seledynowosrebrnych cieni do powiek, obcasów i cekinów.

…będę się pakować. Wybaczcie ten entuzjazm, ja po prostu już się nie mogę doczekać i siedzę jak na szpilkach.

Wczoraj karaoke totalnie nieudane – w knajpie było ludzi jak na lekarstwo, a i ci siedzieli na swoich pygidiach [konkretnie: tyłkach, ale moja koleżanka-geolożka tak mawia i mi się spodobało] i nie mieli ochoty na nic, oprócz piwa. Miało to oczywiście i dobre strony, bo cały wieczór przeplotkowałam z chłopakami, pograliśmy sobie w rzutki i w piłkarzyki.

Jutro impreza, w piątek impreza, a od soboty do czwartku post imprezowy, bo Młody wyjeżdża, a ja zostaję z psem. I tak ostatnio ciągle gdzieś wychodzę – nie, żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Odbijam sobie czasy licealne i wczesnostudenckie, kiedy jedno wyjście na dwa tygodnie w interpretacji mojej rodzicielki nazywało się „ciągle cię w domu nie ma”.

Kupiłam sobie piękne spodnie. Z szarego płócienka, długie, rozszerzające się od bioder – pełny odlot. Biała płócienna koszula do nich wygląda ekstra. Jestem piękna ;)))

Espresso – bez cukru i bez mleka, za to z wodą z cytrynką – pije się w jednym, jedynym przypadku. Kiedy po próbie w kościele i po łażeniu długo po nowym mieście, w którym już jutro cię nie będzie, masz zaśpiewać koncert.

Wtedy siadasz w ogródku włoskiej kawiarenki, najlepiej tam, skąd doskonale widać katedrę, w której będzie koncert. Możesz zabrać kolegę tenora, koleżankę altowiolistkę i basa. Uważaj na tenora-idiotę, który będzie chciał się przyłączyć. U kelnera zamawiasz espresso. Pijąc espresso, patrz na katedrę i wymieniaj wrażenia ze zwiedzania, wspomnienia z wczorajszej imprezy oraz delikatne ploteczki o solistach.


  • RSS