merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

Zaczytałam się na amen. Czytam w tramwaju, w autobusie, rano w łóżku, pijąc herbatę (i spóźniam się na wykład oczywiście), wieczorem, zanim usnę. Czytam w kuchni i przy stole. Czytam, zatapiam się, kocham te książki.

Dlaczego? Bo dojrzewają razem ze swoim nastoletnim czytelnikiem. Bo wraz z dojrzewaniem bohaterów pojawiają się trudniejsze do zrozumienia i przeżycia problemy. Bo mimo naiwnych niekiedy rozwiązań, te książki mówią o rzeczach najważniejszych: wierności ideałom, prawdzie, przyjaźni i zaufaniu.
Bo żadne z bohaterów, tym bardziej Harry, nie jest ideałem. Popełnia błędy, zdarza mu się robić rzeczy niewłaściwe, ponosi za to konsekwencje. Bo większość bohaterów to ludzie dobrzy czy też mający w sobie pierwiastki dobra, dążący do niego.

I oczywiście dlatego, że to wciąąąąga, co najmniej jak spacery po bagnach ;)

Czytanie w oryginale nie jest przesadnie trudne, jak się już zacznie. I dzięki temu moje myśli od wczoraj są quite British, indeed :).

Przed pierwszym

Brak komentarzy

Nie mogę się doczekać tej ciszy pierwszego. Pięknej, cudnej ciszy.

A jutro mam pierwszą część badania, czyli czeka mnie nasiadówka w bibliotece, której też nie mogę się doczekać.

Dziewczyna jest miła i ciepła, sympatyczna, aż żal, że nie będę mogła potem mieć z nią kontaktu – pewnie fajnie byłoby mieć taką koleżankę.

Ciśnienie???

Brak komentarzy

Przecież pogoda była piękna dzisiaj – a ja zmarznięta na kość.

Przecież wszystko miało być OK – a ja zrobiłam sobie połowiczne wagary, a potem wysłuchałam expose na temat mojego nieprzystosowania do życia.

A teraz idę do J. i P. i mam wszystko gdzieś, dokładnie wszystko. Może nawet, mimo zimna, zabiorę Mims – niech się zwierzątko rozerwie.

Ojciec kupił sobie jeansy – nie widziałam go w niczym takim od lat. Wygląda nawet nieźle, mają przyzwoity krój i nie wiszą.

Poza tym życie jest umiarkowanie piękne.

Jasny. Szlag. Mnie. Trafi. Za. Chwilę.

Właściwie nic się nie dzieje. Normalne nieporozumienia międzypokoleniowe. Ale czy od razu trzeba zakładać, że nic nie wiem? Nic nie umiem? Nie mam świadomości, że wielu ludzi marzy o tym, żeby mieć na własność ołówek? Albo pół ołówka?

I że mam być wdzięczna (sic!) za czasy, w których żyję.

Nikt mi łaski nie robił, że się urodziłam w takich, a nie innych czasach. Każde czasy mają swoje problemy i nieszczęścia. Nie będę wdzięczna za to, że zamiast jednych, mam inne.

Ginger tea

Brak komentarzy

Imbirowa herbata z Pesto, gdzie Pesto oznacza nie sos z bazylii i orzeszków piniowych, tylko stronę w Sieci. Pomysł mnie urzekł i oczarował i zrobię sobie coś takiego. Może zaraz?
Z wymaganych składników mam wprawdzie tylko imbir i wodę, ale może coś z tego będzie mimo wszystko.

Na rozgrzewkę dobra jest też paprykówka, ale może niekoniecznie w południe ;)

No to jestem…

2 komentarzy

…metodykiem. Ale szczerze mówiąc, tak mi do niego daleko, jak do członkini corps de ballet.

Moim priorytetem będzie teraz robienie szkoleń i zbieranie publikacji na stronach internetowych i w takich różnych miejscach, opinii, jak to ładnie piszę scenariusze zajęć itepe.

Dziś się dowiedziałam, że tracę czas, robiąc dzieciakom fajne zajęcia. Bo po co malować wspólnie wielkiego luda na szarym papierze, skoro można dać go już narysowanego na kartce a4? I mieć porządek w klasie?

Jakoś nie mogę tego zrozumieć, czego innego mnie uczyli i co innego wynika z mojej praktyki. Może małej, ale jednak.

Kiedy się urodziłam, te kobiety były już nauczycielkami. Może dlatego nie mogę zrozumieć, o co tu właściwie chodzi.

No i przeszło

Brak komentarzy

Przeszedł mi świr pod tytułem „Dom na końcu świata”.

Przeszedł mi po tym, jak zauważyłam, że za często o tym myślę. Po tym, jak ktos mi na to zwrócił uwagę. Po dzisiejszym dniu (a ciężki to był dzień, nie powiem). Po prostu przeszedł – zniknął, nie ma, szlus. I jak teraz o tym myślę, to wróciła postawa: Ja? Daleko? W życiu!

Ja mogę tylko blisko i w mieście, mieście tętniącym życiem, mieście pięknym i bezpiecznym, moim własnym, w mieście, którego częścią jestem.

Anglicy mają takie cudne sformułowanie, flesh and blood. Czy po polsku jest coś takiego?

Bo krew z mojej krwi i kość z mojej kości to nie to, niestety.

Maleńki świr

Brak komentarzy

Niedawno młody S. zaraził mnie na nowo dawnym Sim-świrem. I znów oglądam strony, na których są małe mebelki, ściągam mebelki i ustawiam je w małych domkach moich laleczek.

Mniej, niż kiedyś (bo teraz zajmuje mi to pół godziny co parę dni), ale zawsze.

I nadal mam z tego dziką frajdę, może za parę dni coś tu z tych szaleństw wkleję ;)

Widoki

Brak komentarzy

Wygląda na to, że odzyskam kasę, którą jeden człowiek wisi mi od dwóch miesięcy prawie.

Wygląda na to, że pozwoli mi to wyjść na finansowe zero, a może nawet zostanie coś na kawę? Kto wie?

Na razie usilnie staram się zarobić na wyprawę do Krakowa, Krakowa, Krakowa, której nie mogę się doczekać. Lekka makabreska, bo denerwuję się, że zostanę na cztery krakowskie dni z czterema złotymi w kieszeni (a w tej chwili i tyle nie mam).

Widoki są jednak coraz lepsze – i naprawdę się cieszę!

Po lekturze znalezionego u evvy bloga Pierwszej Żony stwierdzam, co następuje:

1. Chcę mieć kota, a najlepiej dwa koty.
2. Chcę robić grzybki w occie.
3. Chcę mieć dom z ogrodem na końcu świata, żeby te grzybki rosły w lesie niedaleko. I śliwki. I morwy. I pomidory, chcę mieć własne pomidory na krzaczku. I zrywać je w sierpniu takie ciepłe od słońca, nagrzane, okrągłe brzuszki, pachnące tak, jak pachnie tylko i wyłącznie pomidor w sierpniu, prosto z krzaka.
4. I ten dom nie będzie miał żadnego płotu, żadnego, tylko ogród powoli przejdzie w łąkę, a łąka w las i to będzie mój prywatny koniec świata.
5. I będą tam rosły jabłka, moje ukochane kosztele, słodkie i pachnące.
6. A Mimbla będzie miała mnóstwo miejsca do biegania i taką wieeelką klatkę jak wczoraj widziałam w zoologu, jak 1/5 mojego pokoju.


  • RSS