merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2004

Wobec wszelkich fizycznych i duchowych trudności, jakie się łączą z zupełną wstrzemięźliwością w małżeństwie, musimy w sposób ludzki okazać wyrozumiałość dla ludzi, którzy sięgnęli do środków moralnie niegodnych, chociaż p o t ę p i a m y z a s a d n i c z o takie wykroczenia.

Takim najczęstszym wykroczeniem niemoralnym w małżeństwie jest przerywanie spółkowania. Mąż przerywa zespolenie płciowe z żoną, zanim nastąpiło zupełne zaspokojenie, i sprawia przes to, że plemniki nie mogą się dostać do organizmu kobiety, lecz zostają roztrwonione.

Drugą metodą sztuczną równie częstą jest używanie przeróżnych środków ochronnych w celu uniknięcia zapłodnienia przy spółkowaniu, wytwarzanych masowo w przemyśle. Niektóre z tych środków udaremniają w sposób mechaniczny przedostanie się plemników męskich do organizmu kobiecego, inne znów środki chemiczne odbierają plemnikom zdolność zapłodnienia.

Mimo całego zrozumienia, jakie mamy dla niedoli małżeńskiej, musimy nazwać niemoralnym to, co się sprzeciwia naturze. Zarówno przerywanie spółkowania, jak i używanie środków ochronnych jest sprzeciwianiem się naturze, jest w y k r o c z e n i e m przeciw naturze, a więc rzeczą niemoralną i bezwzględnie zakazaną.

Koniec cytatu. :)

Książka

Brak komentarzy

Odpowiadam w kolejności zgłoszeń:

swawolnemu: pożyczyć… nie wiem… na pewno nie w najbliższym czasie.

Rijce i Tiivili: hm, możecie liczyć na parę smacznych cytatów, jak będę miała głowę (po weekendzie, znaczy sie, bo w weekend będę poza zasięgiem komputera)

meg: autorem tej publikacji jest niejaki dr J.E. Georg, tłumaczenia dokonali L.S. i I. K. Mam w łapkach wydanie piąte poprawione i uzupełnione, wydane w Krakowie nakładem ‚Księgarni Krakowskiej’ w roku prawdopodobnie 1947.

Jak będę miała głowę, to może zeskanuję chociaż spis treści :)

La!

4 komentarzy

Wczoraj, wyrzucając śmieci, znalazłam leżącą na przyśmietnikowym trzepaku książkę. Miała zabójczy tytuł:

Z tajników pożycia małżeńskiego i jego społecznych powikłań.

Oczywiście zgarnęłam i podczytuję te delicje ;)

A śniło mi się, że dostałam cudne, młode drzewko czereśniowe w wielkiej donicy.

We śnie siedzę z rodzicielką na jakiejś wesołomiasteczkowej wyrzutni… chodzi o to, że naciska się dźwignię i wylatuje w powietrze, spadając na wielką, kolorową, powietrzną poduchę. Chcę pociągnąć dźwignię, niestety siedzę daleko i robi to rodzicielka. Zamiast radośnie szybować, cofamy się, ławeczka staje przed kratą. Nie da się niczego przestawić.

No f****** comments…

Eeee…

3 komentarzy

Nóżki mnie bolą, brzuszek mi się obtarł, czyli czuję się jak krokodyl na pustyni.

Chorowanie trwa.

Wyprawa

5 komentarzy

We śnie spotykam A. prowadzącą rower gdzieś-daleko, nocą. Idziemy w kilka osób, bo rower został komuśtam podprowadzony i trzeba go oddać, ale w ciszy i tajemnicy. Przed dniem chowamy się w lesie; oddanie roweru zamienia się w dwudniową wyprawę pełną niebezpieczeństw: śledzi nas i ściga dziewiętnastowieczny stójkowy z cesarskim wąsem.

Druga scena: jedziemy na wakacje: matka, kuzynki, P. i ja; najpierw kolejką wąskotorową, potem pieszo czy wozami.

Znów śni mi się słoneczna noc. W tej słonecznej nocy idziemy przez pola skoszonej trawą. Na końcu pola, na belce drewanianej siedzi mężczyzna i krzyczy. Naprzeciw nas wychodzi inny, młodszy i mówi Nie przejmujcie się państwo, to tylko dziadunio. I już. P. zasypia na kanapie ustawionej wśród tych traw skoszonych, ja idę dalej, do domu, gdzie śpi się na ławce, zasuwając wokół niej rolety. Siadamy z matką i rozmawiamy o czymś, bardzo chcę iść gdzieś indziej.

Jest ciepło i miło, fantastyczne krajobrazy jak z Władcy Pierścieni.

Frau Doktor

2 komentarzy

Poszedłszy do Pani Doktor z powodu dziwnej niemożności używania kolan, szczególnie lewego, usłyszałam: Co pani jest? A potem zobaczyłam, jak Pani Doktor z małego pudełeczka wyjmuje szminkę w czerwonej oprawce i maluje sobie dokładnie ust korale. Naokoło. Ruchem leniwym i pewnym siebie. Prawie po brodę.

Znalazłam pytanie o pestki, więc nie mogę zostawić go bez odpowiedzi ;)

Bierze się patelnię i rozgrzewa. A potem sypie na nią ze cztery-pięć łyżek cukru i go rozgrzewa, aż będzie brązowieć leciutko, ciągle mieszając i ruszając nim, bo przywrze na amen i będzie awaria z myciem. Jak już jest ciut brązowy i odrobinki zaczynają się topić, sypie się pestki. Nie wiem, ile, ile chcesz, ja nasypałam niecałą małą torebkę. I się miesza dalej. W którymś momencie leje się ciut, ale to tylko dwie łyżeczki wody. Będzie się lepić. I za chwilę już da się jeść, tylko na początku straszliwie gorące. W którymś momencie wsypałam cynamon, ale nie pamiętam, w którym. Chyba jeszcze do cukru.

Jak zrobię następnym razem, to odwrotnie: najpierw pestki, potem cynamon, potem cukier. I zobaczę, co z tego wyjdzie ;)

Radio podało informację, że minister Siwiec rozmawiał z Condolezzą Rice w sprawie wiz USA dla Polaków. W rozmowie zagroził jej nawet, że jeśli w kwestii wiz sytuacja się nie zmieni, to stosunki między krajami mogą się znacznie ochłodzić.

W rozmowie z dziennikarzem stwierdził, że Condolezza Rice przyjęła to do wiadomości, a minister Siwiec jest przekonany, że potraktowała sprawę bardzo poważnie.

I naprawdę nie wiem – śmiać się, czy płakać?

W każdym razie umorusany wazeliną minister Siwiec pozdrowił nas wszystkich z samego środka dupy Stanów Zjednoczonych.

Południową kawę proponuję wypić za przyjaźń polsko-amerykańską, ciepłe i zrównoważone stosunki pomiędzy naszymi krajami.

…że jakiś figlio di puttana ukradł mi dziś w tramwaju komórkę.

Jeśli się okaże, że jednak ją mam, to dam znać.

Ale do odwołania jestem tylko pod stacjonarnym.


  • RSS