merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

:)))

1 komentarz

Ja żyję, owszem, żyję – tylko ostatnio mało się dzieje. Oczywiście, że potrafię pisać o Maryni i to nawet nie o całej… w zasadzie cały ten blog jest (jeśli pozwolą Państwo na tę autotematyczną refleksję) o niecałej Maryni.

Ale jutro wybywam na dni parę na błogosławioną ziemię miasta R.

Nie, nie sama ;)

Tak, jest mi cholernie dobrze dziś na świecie. Pierwsze przewidywane pogorszenie – wtorek wieczorem. Ale wtedy przylezę pisać o miłych rzeczach, które się wydarzyły w czasie weekendu ;)

Mój lewacki felietonik napisany dla polonijnego Ekspresu Wieczornego poszedł, redaktor był na tyle ok, że puścił tekst mimo że sam ekstremalnie się z nim nie zgadza (generalnie pisma polonijne są bliższe prawej, niż lewej stronie). Redaktor JW nazwał moje poglądy niesłusznymi, dziecinnymi i lewackimi.

Ale super, nie? ;)

…to jest dziwne, ale:

boję się. Naprawdę obawiam się, co będzie w moim życiu, z moim życiem i tak dalej. Przyzwyczajona do jednego, stałego, choć niewygodnego układu, nie bardzo potrafię sobie wyobrazić innego.

Nogi próbują uciekać, ja próbuję zostać i być odważna. Buty zwiały w panice już dawno. Ciężko jest zaufać, nawet sobie. Ciężko zaufać tak, żeby zamknąć oczy i skakać wiedząc? wierząc?, że miękko się wyląduje…

Leniwa niedziela zaczyna się około dziesiątej. Prysznic i śniadanko z dobrymi kanapkami – feta z czarnym chlebem i kiszonym ogórkiem to jest zdecydowanie to.

Trochę przerzucania papierów, tak dla zasady. Jeden malutki collage – bo trzeba zasłonić na teczce paskudne, wymalowane kiedyś kwiatki.

Spacer z psem do sklepu, zakupy, po drodze fajna gadka z rodzicielką.

Chcę jechać na szkolenie trenerskie organizowane przez Pełnomocnika Rządu do Spraw Równości Kobiet i Mężczyzn.

Zaraz wypełnię formularze i kto wie, może się uda? ;)

1. Wściekłe psy, zwane pieszczotliwie pieskami, są dobre. Jakby się połknęło płomyk ognia. Ciepło w środku rozchodzi się do palców.

2. Kilka piesków powoduje pewne komplikacje w rozgrywaniu kanasty. Na przykład zostaje się z czarną trójką na koniec. W sposób jakże przemyślany, oczywiście ;)

3. Mimo to oczywiście wygraliśmy ;)

Coś musiało być w tym śnie, skoro tak go pamiętam.

Była u nas kobieta mojego brata. I była mała, może czteroletnia, może ciut więcej – dziewczynka. Blondyneczka z długimi włoskami. Nie wiem, kto to był, na pewno nie moja córka ani siostra, ani kuzynka.

KMB obcięła jej włoski – mała wyglądała jak chłopiec, z perfekcyjnie ostrzyżonymi, blond kudełkami. Moja rodzicielka strasznie krzyczała.

KMB i MB spali w wielkim, psim wyrku, potem bezceremonialnie przenieśli się do mojego pokoju. W klatce baraszkowały dwa szczury – Mimbla i jeszcze inna szczurzynka, ale nie znałam jej, chociaż była moja. O czymś rozmawiałam z KMB. Ale nie bardzo pamiętam, o czym.

Czwartek

2 komentarzy

Na stole stoi pudełko, a w pudełku pączki. Fajnie jest, pączki dobra rzecz. A ja bym tylko jeszcze chciała umieć zrobić coś takiego.

Nauczę się. Jeszcze nie dziś, ale się nauczę; podobnie, jak robić faworki.

Faworki są generalnie fajniejsze ;)

Śnił mi się dzisiaj mąż przyjaciółki w roli lektora angielskiego. Po lekcji poszliśmy nurkować w wielkiej wodzie, na której rosła trawa. Normalnie trzeba było odgarnąć trochę trawy i plum! Pod warstwą trawy, w wodzie, było jasno i świetliście, można było spokojnie oddychać. Ale nie byłam rybą w tym śnie. Tak więc nurkowaliśmy sobie z kolegą P. pod trawą.

Pisałam dziś różne rzeczy, a inne będę pisać potem, jutro i w ogóle. Za to zaczęłam porządkowanie różnych rzeczy i sprawa jest zabawna.

Gott, ileż ja mam rzeczy.

Znalazłam dwie, które włożę do pudełka po butach.

Znalazłam furę do wyrzucenia.

Dobrze mi, jak mi teraz dobrze, wśród tego totalnego bajzlu, z którego wyłonię się, jak Feniks z popiołów.

Tydzień ferii. Nie jest źle. Egzaminy poszły i już, można przyjąć pozycję „spocznij”.

W ramach spoczywania posprzątam pokój. Szafę wybebeszę, jak jej się to już od dawna należy. Zutylizuję te sterty rzeczy, w których nie chodzę i chodzić nie będę (ciemnołososiowa wąska spódnica z czasów licealnych? Ueee!…) Może jakis patchwork, a może po prostu zasilenie kontenera PCK? (wiem wiem, jak to z nimi bywa, ale nie mam głowy zajmować się wszystkim, niestety)

Wybebeszę też półki z książkami i pozbędę się paru pozycji. Między innymi pewnie paru sentymentalnych powieści z czasów dawnych, które zabierają mi tlen. I nie dają niczego w zamian.

A co najważniejsze, wyniosę kupę papierów, z którymi nie ma co robić. Jak fundacyjne ulotki sprzed ośmiu lat, które można wyłącznie zużyć jako podpałkę do grilla…

Problem pozostaje tylko jeden. Pudełko po butach, moich dawnych, najpiękniejszych pantoflach. W tym pudełku są rzeczy, których nie mam ochoty trzymać, ale nie mam sumienia wyrzucić. Listy od dawnych kochanków (jak to ładnie brzmi), kartki, bilety kolejowe i do kina, takietam. Czytając je czuję zażenowanie, jakbym czytała cudze listy. A one moje są przecież, dotyczą spraw, którymi kiedyś żyłam.

Z pudełkiem po butach bujam się już dwa lata. Może tym razem podejmę jakąś decyzję.

Impreza karaoke. Klub Casablanca. 14 lutego 2004. W życiu się tak nie naśpiewałam, jak dziś i w życiu nie miałam tylu na karaoke miłych momentów. Śpiewanie z V. odlotowe jak zawsze. Solo też :)

Przyszedł do mnie nieznany mi facet i zapytał, czy zaśpiewam z nim piosenkę. Zaśpiewaliśmy dwie, aplauz był niesamowity. Zapomniałam już, jak to jest być ulubienicą tłumów…

Dumka na dwa serca jest fajna. I inne piosenki, do których się nie przyznam, też są. Howgh. :)


  • RSS