merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

Prasowe kłamstwa na temat Strefy Wrażliwości na Globalizm mnie poraziły.

Część to oczywiście głupie pomyłki. Jedna akcja jest zwyczajnie wredna.

Wiara w prawdę i ludzką dobrą wolę to największa głupota, jaką można popełnić.

Teoretycznie powinnam była wiedzieć to 10 lat temu, ale jakoś mnie to ominęło.

Wczoraj byłam tutaj i było spoko. Naprawdę bardzo mi się podobało – happeningi, ulotki, informacje, rozmowy.

A jutro, po dzisiejszych szaleństwach czasowych (pranie, sprzątanie, zakupy, pakowanie) jadę w świat – Sobótka czeka na mnie z utęsknieniem.

Ja na nią też ;)

Zdrowienie

1 komentarz

Na przykład dziś kasłałam rano tylko dziesięć minut bez przerwy, a nie dwie godziny, jak wczoraj. Co oznacza, że nie jest źle.

A dziś oddałam się lekturze GW weekendowej, bo tam Gadomski fajne rzeczy napisał o alterglobalistach.

Refleksja z wczoraj: Gdzie ja żyję, skoro ludzie udzielający się na rzecz dobrego, sprawiedliwego świata, są wzywani na rozmowy przez smutnych panów? I słyszą tam: Wie pan, wypadki chodzą po ludziach? Oczywiście, to nie jest przesłuchanie, tylko rozmowa. To tylko rozmowa…

A ja głupia myślałam, że piętnaście lat temu się takie rzeczy skończyły.

Film drogi

Brak komentarzy

W nocy oglądałam film drogi z sobą w roli głównej. Wyjechałam z domu w podróż kabrioletem. Kabriolet był czarny i nieziemski po prostu, płynął nad szosą. Jechałam bardzo długo, sprawiało mi to dziką frajdę. Aż dojechałam do domu. I wyjechałam znowu. Bardzo długa podróż, samochód jak ptak, powietrze czyste, wakacje. Dojechałam na miejsce, czyli do domu.

Trzeci raz było najbardziej rozpaczliwie, najszybciej – dobrze, że droga była pusta. Ale i tym razem wróciłam, a wróciwszy, pojechałam do weta z moimi trzema szczurami (we śnie były trzy, Mimbla i dwóch jej synków – rozrabiaków). Wet przyjmował w wieży nad bramą Biskupina.

Auu…

3 komentarzy

Przeszkadza. Drapie. Dziwne jest jakieś to moje gardło.

Może uda mi się uniknąć anginy, bo inaczej z wyjazdu nici. A o tym wolę nawet nie myśleć.

Bo to myśl przerażająca.

Aaa psik!

3 komentarzy

Katar. Całe szczęście nie alergiczny, bo już bym zwariowała do reszty (po lekach antyhistaminowych chodzę po ścianach i umiem robić różne dziwne rzeczy, raz po eurespalu powiedziałam mojemu ówczesnemu, że w zasadzie to nie mamy co razem robić. Ale to on mi opowiadał następnego dnia, bo ja nie pamiętałam takiej rozmowy).

Piszę, piszę, piszę żeby zdążyć przed wyjazdem.

Mims pogryzła mi kabel od myszki (zazdrosna czy co?), w wyniku czego na swoim komputerze szybciutko nauczyłam się z niej nie korzystać. Fajnie w ogóle, o wiele szybciej się pracuje bez myszy. Jak będę nabywać sobie nowego gryzonia komputerowego, to będzie z kółeczkiem. Tamtego i tak nie lubiłam…

A może jednak przesiądę się na linuxa? co za problem? korzystałam już z edytora tekstu z open office i był super – szybciutki, działał doskonale, nie musiałam się specjalnie przestawiać, bo funkcje miał podobne do MS Worda.

A na razie mój mózg funkcjonuje powoli i z opóźnieniami.

Aha.

1 komentarz

Dowiedziałam się dzisiaj, że codzienność nieco zamazuje okazywanie niezadowolenia ze mnie, mojego życia i stosunku do gniazda rodzinnego. Ale niezadowolenie to, jak rozumiem, istnieje cały czas.

To była naprawdę inspirująca wiadomość.

Telenowela

1 komentarz

Czasem ogląda się film, którego fabuła wydaje się kompletnie nieżyciowa.

Bo jak to możliwe, żeby zdradzany mąż wyjechał samochodem zza rogu w idealnym momencie, by schwytać żonę in flagranti z gachem?

Jak to możliwe, żeby matka głównej bohaterki zakochała się w jej narzeczonym i konsumowała to uczucie w dniu ślubu córki z tymże?

To nie do pomyślenia, że kobieta rodzi bliźnięta, dowiaduje się, że jedno zmarło, a po latach objawia się ono w postaci superprzystojniaka, w dodatku kumpla jedynego ocalałego dziecka?

Cloudy pisała kiedyś o takich „życiowych” scenariuszach.

A ja rozmawiałam wczoraj z kolegą i historie, które od niego usłyszałam, są lepsze od każdego brazylijskiego serialu, jaki kiedykolwiek śledziła moja babcia.

Tego słowa na p. nauczyłam się niedawno i zachwyciło mnie nieopisanie wręcz.

Więc udając się do pracy intelektualnej (wiwat praca, przy której można pić herbatę, wstawać, siadać, słuchać muzyki itepe, cały czas – poważnie – wydajnie pracując!). Nie bacząc na to słońce barokowe, na piątkowy wieczór nastrajający piwnie. Nie szkodzi, że chwilowo nie skorzystam. Sama świadomość jest już przyjemna…

A właśnie nabrałam ochoty na reddsa; znak, że Belleteyn się zbliża wielkimi krokami!

Koncert

Brak komentarzy

Pieśni i tańce ze Szkarłatnej Księgi, odnalezionej w klasztorze w Montserrat, zagrane i zaśpiewane przez Pressus.

Jasne, cudne pieśni, fantastyczne, dawne instrumenty (taki fidel na przykład), rewelacja.

Pies nie wiem, w jakim jest stanie. Trudno wyczuć – w sumie żywszy, lepszy. Często mu chyba gorąco, funkcjonuje chyba lepiej, kiedy okna otwarte.

Dłubię korekty i całkiem dobrze mi na świecie…


  • RSS