merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004

The Road goes ever on and on
Down from the door where it began.
Now far ahead the Road has gone,
And I must follow, if I can,
Pursuing it with weary feet,
Until it joins some larger way,
Where many paths and errands meet.
And wither then? I cannot say.

„The Lord of the Rings” J.R.R.Tolken

…są istoty, które żyją w ludzkim przebraniu, ale tak naprawdę są aniołami.

Wierzę w to. Dwa anioły strzegą mnie i nie pozwalają popaść w szaleństwo.

Wybaczcie Państwo ten emocjonalny ton, ale jeśli w coś wierzę, to w nich. I w inne anioły, odległe o wyciągnięcie ręki. Jeśli On istnieje, to za Was jestem Mu wdzięczna.

Po angielsku „bliźni” to „neighbour”, o ile pamiętam.

To fajniejsze określenie, bo lepiej przemawia do wyobraźni.

Rozmaite rzeczy doskonale wprost robi się w stanie wskazującym na lekkie spożycie. Pisze prace semestralne, uprawia pogaduszki na gg, wyszukuje informacje, myśli, działa.

Nie lubię siebie w wersji roztrzęsionej strachem galaretki. Ale nikt nie pyta, czy lubię, czy nie.

Żyć trzeba.

Chłop (23:42)
czesc
Merigold (23:42)
cześć, a ktoś ty?
Chłop (23:43)
Chłop
Chłop (23:43)
Szukam kobiety na żone;)
Merigold (23:43)
jak małorolny to odpada
Chłop (23:44)
Oj teraz z dopłatami da się żyć:)
Merigold (23:45)
hm, ale ja za byle kogo się nie wydam, parę morg nie wystarczy ;)
Chłop (23:45)
no wiem to zrozumiałe
Chłop (23:45)
ale to zależy co w zamian dostanę
Merigold (23:46)
inteligentną socjolożkę z zacięciem badawczym i dobrą ręką do dzieci i zwierząt
Chłop (23:47)
A ładny choć ten Zimbardo w spódnicy
Merigold (23:48)
mmm, kolega choć małorolny, to zorientowany; Zimbardo to wprawdzie psycholog społeczny, ale da się z nim przyzwoicie pogadać
Chłop (23:48)
bo inteligencja na chłopa znaczenia tak dużego nie ma
Merigold (23:48)
owszem, ładny; okrąglutka okularnica, o której uśmiechu chodzą legendy ;)
Chłop (23:49)
Ojej to nie dobrze za dużo będzie jesć
Merigold (23:51)
podobno chłopi nie lubią szkieletów, a ja babka jak rzepa jestem ;)))
Chłop (23:52)
no szkieletów nie ale zbyt dużych tłuścioszków tez nie
Merigold (23:53)
bynajmniej; wygodniej mnie obejść, niż przeskoczyć, więc tak źle nie jest ;)
Chłop (23:53)
aha
Merigold (23:54)
a kolega wyględny? zeby się nie było czego wstydzić?
Chłop (23:55)
no
Merigold (23:56)
co za oszczędna wypowiedź ;)
Chłop (23:56)
no tak
Merigold (23:56)
zareklamowałbyś się jeszcze trochę ;)
Chłop (23:56)
to moze Ty zacznij
Merigold (23:57)
eee, no ja już powiedziałam najważniejsze: że całkiem ładna i inteligentna do tego
Merigold (23:58)
hm, może jeszcze, że umiem gotować i to bardzo, bardzo dobrze ;)
Chłop (23:58)
no nie to nie dobrze
Merigold (23:58)
niedobrze?
Merigold (23:58)
dotychczas twierdzono, że doskonale
Chłop (23:58)
Powiedz mi jeszcze że blondynka jesteś i masz duży biust a na pewno uwierze
Merigold (23:59)
nieee, blondynką nie jestem, choć biust w sumie mam dość duży
Merigold (23:59)
ach, mam jedną wadę i to paskudną
Merigold (23:59)
hoduję szczura
Chłop (23:59)
hm a masz zdjecie
Chłop (23:59)
ojej
Merigold (0:00)
właśnie nie mam żadnych zdjęć, wywaliłam wszystko z dysku
Chłop (0:01)
no jasne teraz jasne
Merigold (0:01)
mmm? co jasne?
Chłop (0:02)
no niby czym sie chwalić
Merigold (0:02)
bynajmniej, potrzebowałam miejsca na inne rzeczy ;)))
Merigold (0:02)
10 GB do spółki z rodziną to dość mało
Chłop (0:03)
no tak
Merigold (0:07)
ale zdjęcia szczura nie wyrzuciłam
Merigold (0:07)
mojej ukochanej Mims
Chłop (0:08)
ojej
Merigold (0:08)
co ojej?
Chłop (0:08)
dzieki pa pozdrów szczura

- – -

Tym samym dzięki Mimbli i ‚brakowi’ fotki nie zostałam panią Małorolną… ;)

…jednak żyję, choć liczba wiszących mi nad głową problemów nie zmniejszyła się ani o gram. Po prostu dziś zrobiłam jedną z kilku rzeczy, które zmierzają do naprawy zaistniałej sytuacji organizacyjno-finansowej i po raz pierwszy poczułam ulgę.

Pogoda jakby lepsza, choć lato ma być zimne.

A ja rozważam, czy nie złożyć aby aplikacji o pracę. O ośmiogodzinny etat, który polegałby na robieniu tego, co lubię. I nawet by za to płacili; niedużo, bo niedużo, ale zawsze.

Na razie żadnych szczegółów, bo się boję zapeszyć. W sumie wzięcie tego oznaczałoby kompletną zmianę stylu życia, łącznie z przejściem na zaoczne, choć może to i czas na taką decyzję, mam przecież 25 lat. No, ale zobaczymy.

Co poza tym? Bajzel i to nawet nie artystyczny; swoją sytuacje określiłabym jako zbliżoną do burdelu ogarniętego pożarem.

Jedno, co mi sprawia przyjemność, to pisanie swojego rozgrzebanego licencjatu. Rany, jak cudnie się taplać w definicjach, opiniach i badaniach…

…że kiedy skończę dużą jakąś rzecz, to muszę się stosownie odmóżdżyć, żeby zacząć następną. Zazwyczaj odmóżdżanie polega na czytaniu po raz pięćsetny Szkoły Narzeczonych Marii Krueger. W tej książce zawsze jest rok, powiedzmy, 1930 a Marianna Szelążkówna idzie do szkoły gospodarczej i uczy się prać, gotować, doić krowy i wychowywać dzieci, a w końcu spotyka Marka Sulistrowskiego i zostaje jego żoną.

A propos – może któraś z Was, szanowne Czytelniczki, pamięta taką książkę dla dziewcząt, w której:
- bohaterka miała na imię Hanka,
- uczyła się w szkole klasztornej,
- nauczycielką polskiego była siostra Maria, która kochała białe róże i chorowała na gruźlicę,
- ukochanym Hanki był lotnik,
- Hanka twierdziła, że kobiecie w spodniach jest do twarzy, ale nie do figury,
- narzeczony lotnik przywiózł Hance z Włoch mimozę,
- latali nocą nad jakimś majątkiem, chyba w tajemnicy,
- Hanka uciekała z tej klasztornej szkoły,
- w której na jaśki mówiło się baśka, by zapobiec niewczesnym żartom panienek, że idą z jaśkiem do łóżka,
- a gra w brydża była tam wielkim przestępstwem,
- Hanka i jej koleżanki kochały się w jakimś aktorze, jedna z nich miała album z jego zdjęciem w piżamie,
- malowały też chyba karty do gry, jako że prawdziwe im konfiskowano; któaś z nich powiedziała wtedy „karty to karty, z pieczęcią monopolu, czy nasmarowane twoją zgrabną rączką”.

Książka miała niebieską okładkę, wydał ją gdański Gryf, a Google i Biblioteka Narodowa milczą na jej temat.

Czy to swoją drogą nie śmieszne, że pamiętam cytaty, a tytułu i autora nie? ;)

Pięć godzin snu to mało. Owszem, młode matki śpią i po trzy czasami, a czasami w ogóle, ale bez przeady, ludzie! Ja nie mam dziecka, tylko sesję za dwa tygodnie!

A może iść spać od razu? Mimo, że jest kwadrans po drugiej? Bo jak mi się palce plączą na klawiaturze, to chyba już coś jest nie halo, nie?

Dostałam właśnie smsem ofertę od mojego operatora komórkowego:

Witamy w sieci X! Dzięki taryfie Y możesz pozwolić sobie tanio dzwonić i smsować do każdego: minuta rozmowy… i tak dalej.

Problem w tym, że właśnie mam telefon w sieci X i korzystam z taryfy Y. Gdzie w tym logika? ;)

No co ja będę mówić, raj mi się skończył na parę tygodni.

Kanasta (ograli nas, potwory ;), rozmaite szaleństwa, gotowanie (kedgeree jednak, zamiast czymś-fajnym-z-ryżem, okazało się ciapają, od której robienia tak się odżegnywałam ;)

A teraz, jak mówi pierwsza, bak tu łork, maj srends ;)


  • RSS