merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

Jestem zaprawiona w bojach z dziekanatem, ale dziś wszystko przeszło samo siebie. Nie chcę o tym mówić dokładniej, wspominam z kronikarskiej przyjemności, bo kto słyszał, żeby bloga z obowiązku pisać?

Dobiła mnie dopiero filipika przeciwko wszystkiemu, co jest mi drogie i co kocham najbardziej na świecie. A ja, dowiedziałam się, jestem cierpiętnicą i to od początku.

Też nie opiszę. Nie mam siły.

I wiecie co? Listopad to nie jest dobry moment na cokolwiek. Może prócz świętowania Dnia Niepodległości w Krakowie, które nota bene i tak nie ma nic wspólnego z patriotyzmem czy radością.

Ludzie się sypią, smutnieją, szarzeją, brzydną. Podejmują desperackie decyzje życiowe. Skutek jakby zaczęli tańczyć z kosą na Marszałkowskiej: dużo, dużo ofiar.

Herbata. Praca. Ankieta do magisterki.

Niedługo Święta. W zalewie choinek i Mikołajów z centrów handlowych może się znajdzie trochę bezinteresownej miłości.

Prasówka

2 komentarzy

Moja prasówka: blogi i wyborcza. W tej kolejności.

Można by wyciągnąć jakieś wnioski: na przykład, że to, co u znajomych, ważniejsze od tego, co w Sejmie. Ale, Bogiem a prawdą, jest to ważniejsze i to znacznie. Nawet dla mnie, takiej rozpolitykowanej.

A jutro sobie jadę w świat, a konkretniej do Grzegorzewic, śpiewać. Szczerze mówiąc, chce mi się średnio, ale Cocciola i Haendel zapowiedziani to potężny magnes. Towarzysko… może będzie fajnie? Na wszelki wypadek zabiorę kupę kserówek do przeczytania.

I kiedy widzę czyjeś rozdzierające cierpienie; ból, którego nie potrafię ani utulić, ani współodczuwać, to myślę, że tak naprawdę jest mi przecież dobrze.

Choć tak naprawdę to niemierzalne.

Wykład

2 komentarzy

Bert Hellinger jest siwy i cichy. Uśmiecha się, na ma twarzy ciepły, mądry, łagodny uśmiech. Opowiada cuda, cudności takie, że dwie godziny minęły jak kwadrans. Dobrze mi tam było, a teraz w tym cieple jeszcze się wygrzewam.

Mims siedzi mi w rękawie.

Sny mam ciągle barwne, nasycone. Dziś szczególnie piękne. I nie powiem, co mi się śniło ;)

Wczoraj: plącząc się w dziwnym domu pośród dziwnych ludzi trafiam na groźne zwierzęta. Białego pająka o tysiącu nóg. Dwa rottweilery warczą tuż przy moich dłoniach. Zsuwam się po pochyłości prost między dwa psy-lwy morskie o spłaszczonych łbach, które naprawdę mają zamiar rozszarpać mnie i pożreć.

Dziś: jasne mieszkanie na Tarchominie. Nie moje, wynajmowane za jakieś peniądze, ale dające się zdobyć. Moje. Mogę się tam wprowadzić, sama albo z kim chcę, mogę tam mieszkać sama, sama, cudownie sama, wolna, szczęśliwa jak ptak. Nie muszę do nikogo dzwonić, niczego mi nie trzeba do szczęścia. I słońce świeci jasne, wiosenne, cudne.

No i się obudziłam. Raz na szczęście, dwa… mogłabym się nie budzić.

No i…

Brak komentarzy

…zbadałam gimnazjalistę. Teraz się bujam z analizą w wewnętrznym układzie odniesienia.

Fajna robota ;)))

W związku z dzisiejszymi opadami poczułam nagłą potrzebę:
- ciemnoczerwonych poduszek i mięciutkich kocyków,
- Norah Jones i Le Chocolat Original Soundtrack,
- świec pachnących cynamonem i wanilią,
- ciepłego kakao,
- i innych tego typu rzeczy.

Szczura się zaczęła przytulać nawet – siedzi na ramieniu, tuż przy moim golfie i stara się jak największą częścią szczura wleźć między golf a szyję, stając się monstrualnym jabłkiem Adama. Póki mnie nie udusi, niech sobie siedzi.

Mam w perspektywie spędzenie jutrzejszego dnia badając inteligencję, poziom lęku i kompetencje społeczne pewnego gimnazjalisty. Mam w perspektywie spędzenie niedzieli na pisaniu raportu z tegoż badania. To przyjemne perspektywy.

Dzisiejszy dzień natomiast spędzam pomiędzy pralką a odkurzaczem. Uch. Chciałabym lubić sprzątanie. Albo umieć nie bałaganić.

Świat wygląda normalnie jak coś bardzo białego i puchatego.

Kap, kap…

Brak komentarzy

Listopad. Deszcz. Do łezki łezka.

Było wspaniale. Kraków ubrany w piękną mgłę, jeszcze bardziej miękkie barwy i nastroje.

Życie skrzeczy, ale takie już jest. Może kiedyś będzie taki rok, że nic skrzeczało nie będzie. Mam nadzieję, że to będzie ten przyszły rok, najbliższy, a po nim następne i następne.

Córka sąsiadki ma trzynaście lat i nowotwór, jest po pierwszej chemii właśnie.

Promotorka stwierdziła, że jestem neurotyczna. Ma rację, ale hmm…

Za to niebo dziś śliczne, z łososiowego oranżu przechodzi w cudny granat. Mogłabym mieć taką sukienkę. Sukienkę z listopadowego nieba.


  • RSS