merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2004

Jest czternasta. O piętnastej wybywam z roboty. O piętnastej trzydzieści odbiorę papiery od koleżanki. O szesnastej piętnaście wybiegnę z domu spakowana i ze szczurem. Przed siedemnastą będę w Centrum.

W którymś momencie przed siedemnastą nastąpi oficjalny początek Prywatnego Raju Noworocznego. Jak rok temu.

Będę donosić. Również nieszczegółowo. ;)

Po lekturze paru kawałków ze strony internetowej poświęconej urban legends jestem przekonana, że Amerykanie to ludzie zabawiający się oglądaniem filmów Disneya w zwolnionym tempie, by odszukać w nich ukryte wizerunki penisów, piersi, mniej lub bardziej nieprzyzwoite słowa lub subliminal messages nakazujące nastolatkom zdejmowanie ubrań.

Ech, te podprogi, źródło lęku społeczeństw, które i tak boją się wszystkiego…

What Flavour Are You? Buzz buzz, I am Coffee flavoured.Buzz buzz, I am Coffee flavoured.

I am popular in the workplace, even though I am often bitter. I am energetic to the point of being frenetic; buzz buzz, out of my way. I tend to overwork myself and need periods of recovery time. What Flavour Are You?

…bo mi się nie chciało.

Normalnie nie chciało mi się nic. Trawiłam. Najpierw trawiłam kolację, wyjątkowo dużą w tym roku – potem pasterkę, na której poznałam jedną panią i od razu podpadła mi bardzo solidnie. Potem trawiłam obiad u wujostwa; obawiam się, że trawię go do teraz, bo jeść mi się naprawdę nie chce nic a nic.

Obiad u wujostwa zawsze jest obiadem-monstre. Aperitif i przekąski do aperitifu. Przystawki (w tym roku łosoś, wędliny, melon, marynowane rydze, sałatka). Zupa (sardyńska). Drugie (zraziki). Deser (gruszka po kardynalsku). Ciasta, kawa, herbata.

Całe szczęście wuj ma dobrze zaopatrzony barek. Naprawdę dobrze zapoatrzony. Naprawdę na szczęście ;)

Poza tym minęły święta, a ja czuję się jak Bridget Jones – nie mam ochoty odzyskiwać dyscypliny jak chudy, młody chart…

Dobrego roku. Lepszego, niż ten nawet. Miłości najcieplejszej i najsłodszej. Bądźcie szczęśliwi.

No i wróciliśmy do stanu przedświątecznej normy.

Nie chcę w tym roku ubierać choinki. Nie chcę piec pierników ani ciastek ani teabracka. Nie chcę prezentów, to ohydne. Mam dość deeply meaningful Christmas gifts, jak sprzed kilku lat książka pod tytułem „Jak zdobyć przyjaciół” albo „Tworząc siebie”. Albo coś równie krzepiącego. I pytań, czego chcę na Święta, a potem realizacji własnych wizji na ten temat.

Wczoraj na chórowej wigilii wszyscy życzyli mi, żebym zdobyła przyjaciół. Chyba jest już bardzo, bardzo źle.

Zrobiłam pierniczki, dziś nadzieję na nitki i zaniosę „moim” Collegiantom. Ciekawam efektu, bo twarde jak sto pięćdziesiąt.

Właściwie powinnam mieć cztery ręce – dwoma bym je nawlekała, dwoma haftowała obrazek dla J., który jest w lesie, a mieć go muszę max w czwartek wieczorem.

Mims łazi po mnie i jest w ogóle cudownie cudowna.

Te cholerne Święta zaczynają mnie kręcić odrobinkę tym bardziej, że temperatura w domu powoli wzrasta od zera absolutnego (tak się to mówi?) do temperatury zbliżonej do zera stopni Celsjusza.

Idę pierniki dziać.

Zrobiłam. Leżą w czeskiej misce i pachną. Jutro się będzie tałatajstwo ozdabiać lukrem i różnymi dobrymi rzeczami.

Garść ziarenek kawy, anyone? :)

Z rodziną

Brak komentarzy

Najlepiej wychodzi się na fotografii.

Tak tak, proszę państwa, dobrze było przez tydzień, ale już nie jest. Całe szczęście mam do napisania raport z badania i obawiam się, że nie będzie mnie na obiedzie.

Jaka szkoda…

Do małych przyjemności, a raczej do przyjemności średniego kalibru zaliczam wielojęzyczne imprezy. Na tej, z której właśnie wróciłam, mówiło się w 3 językach, z których jedenn znam od urodzenia, a dwa od lat mniej więcej dziesięciu.

Było za-cze-piś-cie.

Jedno, na co mam niezmienną ochotę, to impreza renesansowa. Z Blackmore’s Night, Margaret Davies i innymi cudami. Mam ochotę na cudną kieckę w kolorze czerwonego wina albo szmaragdu i czarną pelerynę z aksamitu, z kapturem. Taką pelerynę szytą z koła oczywiście.

Żebyście wiedzieli, będę taką miała. I przejdę się w niej w biały dzień Marszałkowską, Nowym Światem i Krakowskim Przedmieściem.

Niech się gapią. A co mi tam!


  • RSS