merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2005

…mi się nadal niemożliwie. Dziś chodziłam na szczudłach, wyjeżdżałam do Paryża, łamałam nogę w kostce (bez związku ze szczudłami), miałam dziwny romans i spotkałam wysokiego mężczyznę, który szedł ze mną przez śnieg. Jechałam też zimą na dachu samochodu osobowego.

Miało być o Simach, to będzie :)

Simsy, jak wszyscy Czytelnicy wiedzą, są moją manią od dwóch lat. Uskuteczniałam ją najpierw przez parę miesięcy bez przerwy, korzystając z zatrzymującego mnie w domu choróbska. Potem trochę przeszło – co parę tygodni/miesięcy siadam na troszkę i buduję domki, tworzę postacie i wymyślam im przygody.

Obecnie na tapecie jest młode małżeństwo, Alex i Margot. Są spadkobiercami Joe i Karoliny Alexów, którzy odeszli w wyniku pożaru lub reinstalacji systemu – nie pamiętam.

Drugą z rodzin na tapecie są Gus i David Oldhamowie (mania międzynarodowych nazwisk w Meriville). Dwóch gejów zamieszkuje ładną posiadłość, świeżo przebudowaną podczas popołudniowej drzemki. Chłopcy obudzili się w trochę innym domu, niż ten, w którym zasnęli.

W miasteczku jest też wiedźma, a jakże, Sayuri Nitta (efekt lektury Wyznań gejszy ofkors). Wiedźma jednak nie ma wielkiego znaczenia, poza tym mieszka w brzydkim domku zbudowanym w momencie pijackiej fantazji którejś nocy po imprezie. Wiedźma jest tłem.

Gdzieś po miasteczku pałęta się też moja dawna „główna postać”, odpalona Francuzka pnąca się po szczeblach kariery politycznej, a potem medialnej. W wyniku instalacji dodatku Balanga (niestety, mój komputer ma jakieś 2.5 GB na dwóch dyskach, co wyklucza kolejne dodatki, a szkoda), otóż w wyniku instalacji Balangi ahystokhatyczna Fhancuzka Marie Solange de Courtneroy utraciła swoją odpaloną pozycję, a mnie nie chciało się jej odbudowywać.

Miasteczko Meriville skazane jest jednak na zagładę z prostej przyczyny – nie ma tam ani jednego dziecka. Mimo międzynarodowej obsady nie ma też ani jednego Niemca, muszę to naprawić.

Na podstawie powyższego średnio zdolny analityk zinterpretowałby mnie dość trafnie…

Na jawie dużo upierdliwej pracy, której nikt za mnie nie zrobi, a ja nie mam na nią siły.

We śnie nabożeństwo w kościele reformowanym, kobieta o delikatnej cerze i w zaawansowanej ciąży, współpraca przy organizowaniu matury w moim liceum oraz mieszkanie w małym domku na przedmieściach – drewnianym, ładnym, domku.

Wczoraj dzień spędziłam na jedzeniu śniadania, graniu w scrabble i w Simsy. Simsy mają się dobrze, Alex robi karierę naukową, a Margot buduje sieć społeczną niezbędną dla kariery męża.

Następna notka będzie o Simsach ;)

…to mgła gęsta jak mleko otula osiedle Kabaty. I moje miejsce pracy razem z całym osiedlem. Nie czuję się jak w marcu, tylko jak w listopadzie.

Wesołych Świąt – ciepła i radości Wam życzę.

…ale czasami w życiu jest taki moment, że należy przyjąć do organizmu pewne ilości alkoholu. Niestety, jako że moje ulubione dried frog pills obniżają tolerancję na tenże… rzeczywistość dociera dziś do mnie z pewnym opóźnieniem.

…że jest lepiej w związku z tym, że nie tak zimno, bo jak napiszę, to się zaraz coś spieprzy i nie będzie lepiej.

W Wielką Sobotę, jakby kto miał wątpliwości, oczywiście pracuję i to do osiemnastej. Dobrze, ze nie w Wielkanoc. W związku ze związkiem ominie mnie a. robienie koszyczka, co jest moją ulubioną czynnością wielkanocną od jakichś 20 lat, czyli od momentu, kiedy zaczęłam kumać, co to jest koszyczek i o co chodzi. b. spacer po Starówce i wszystko, co się z tym wiąże.

Poza tym obejrzałam po raz drugi Drobne Cwaniaczki Allena i nadal uważam, ze film jest ekstra.

I chciałabym bardzo już nie być sama, bo jak jestem sama, to jest za cicho i za pusto i źle się czuję. Za dużo myślę i za mało i za dużo czuję i chyba nie jest fajnie.

1. sprzątnąć – w kącie przy łóżku leży sterta rzeczy, na środku karton, na biurku pobojowisko. Generalnie wszystko wygląda, jakby właśnie rozegrała się tam Bitwa Pięciu Armii (tak, Hobbit właśnie się skończył, dawkowałam go sobie po pięć stron na dobranoc)

2. skończyć wypracowanie, dopisać jakieś sześć stron jeszcze.

3. posegregować różne rzeczy i udawać, że mam siłę żyć.

Jako że jest niedzielny wieczór, chciałabym napisać o sobocie. Bo tak mi się jakoś układa.

Wstałam o barbarzyńskiej porze, by dostać się na drugi koniec miasta i pracować w charakterze szkoleniowca. Było odjazdowo. Mogłabym tak na codzień prawie. Sesje około półtorej godziny, potem mała kawka, pogaduszki, potem znów coś. Grupa chętna, aktywna, świetnie pracująca. Współpracownicy sprawni, konkretni, doskonali. Parę ważnych rozmów i myśli, parę fajnych wydarzeń, mnóstwo doświadczeń. Jeśli chodzi o pracę: możemy być z siebie dumne. Serio serio.

A potem szalone spotkanie z przyjaciółmi, urodziny Susanne. I znów dużo fajnych rozmów i ciekawych ludzi. Jest dobrze.

It’s a perfect day.

1. Że korytarze szkół obwieszone są reklamami. Że w przedszkolach prowadzi się akcje promocyjne. Że dzieci w tym kraju wychowywane sa nie na dobrych obywateli, ale na dobrych konsumentów. I jakoś nikogo to nie zastanawia, nikt nie chroni swoich dzieci przed tym wszystkim!

2. Że LPR ma czelność nawoływać do utworzenia komisji śledczej dla wyjaśnienia ataków na Radio Maryja. No comments, proszę państwa…

Zrobić tabelkę i pisać w niej dokładnie wszystko co dobre i co nie. Po chmielewsku, wpisać „zginął plan zagospodarowania terenu”, a obok „co mnie to obchodzi, nie ja go zgubiłam”.

Trochę nie umiem.

Dodatkowo opanowała mnie namiętność simsowa i tak mi się chce zbudować mały domek w wielkim ogrodzie i w nim zamieszkać w krainie wiecznego lata i kwitnących drzew. W której, dodajmy, można wpisać kaching i dostać 1000 jednostek pieniężnych, zamiast w pocie czoła je zarabiać. Albo aging off i się nie starzeć.

Dopóki jednak w życiu nie będzie można wklepać sobie kodu na kasę, a jeszcze lepiej – na czas, popracuję. A jako że pracuję w domu, położę sobie maseczkę. To tak jeśli chodzi o life cheat codes


  • RSS