merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2005

…spadł deszcz.

Słucham „Fires at midnight”, jaka to łagodna melodia, kołysze mnie miękko.

A teraz jeszcze prasówka na blogach i do roboty ;)))

Oj, parę dni mnie nie było i nagromadziło się spraw do opowiedzenia. Będzie więc w punktach – jest za gorąco, żeby podejmować wysiłek tworzenia osobnej notki do każdej sprawy. Niechronologicznie oczywiście, ale trudno.

1. Tydzień temu umarła Ulka i dzisiaj byłam na pogrzebie. Kościół był pełen ludzi. Mszę odprawiało dwóch księży, jeden z nich znał Ulę i mówił o Niej pięknie i ciepło. Nigdy nie słyszałam w słowach odprawiającego mszę żałobną księdza takiej miłości, takiego zrozumienia bólu bliskich. Nie używał pompatycznych słów i nikogo na siłę nie pocieszał, modlił się szczerze za Ulę i Jej rodzinę.

2. W środę nie wiedziałam jeszcze, dokąd i czy w ogóle wyjadę. Udało się – spędziliśmy piękne 4 dni w Krakowie z przyjaciółmi, na wędrówkach po muzeach, rozmowach, kontemplacji światłocienia, znoszeniu potwornego skwaru, robieniu zdjęć. Było wspaniale. W sobotę E. pokazała mi cudne starodruki, przepiękną konkordancję z 1622 roku, Biblię – mniej więcej jej rówieśnicę, jakąś hebrajską księgę, pewnie z komentarzami do Tory. Były tak piękne, pachnące Dawnymi Czasami. Radocha nie z tej ziemi…

3. Powrotna podróż przedłużyła mi wakacje o kilka miłych godzin. Przedłużenie wakacji zaczęło się jednak od kilku godzin w piekarniku, błędnie nazywanym pociągiem relacji Kraków Płaszów – Łódź Fabryczna. Przeżyłam tam pierwszą chyba reanimację Mims – biedna z gorąca prawie zemdlała. Po jakimś czasie okazało się jednak, że wszystko w porządku i Mała jest równie zdrowa, jak była.

4. Skwar nie chce zelżeć. Czy ktoś ma myszkę komputerową z lodową nakładką? Muszę napisać na jutro ankietę dla moich respondentów, minimum 4 strony tego będzie pewnie. I pracę na około 6-10 stron na środę. Z gorąca mózg odmówił współpracy.

5. Śniło mi się, że jestem na próbie Collegium. Śpiewaliśmy coś bardzo pięknego, naprawdę słyszałam dźwięk dawnej jakiejś pieśni. Światło czerwone, jakby filtrowane, dyrygował A.

6. Skoro jest tak gorąco, to powinnam słuchać jakiejś orzeźwiającej muzyki, jak Mozart, Grieg albo ostatecznie Dvořak. Słucham jednak gorącokrwistego Blackmore’s Night, które dostałam wczoraj od P. I płytka Under a Violet Moon jest super, szczególnie piosenka tytułowa i Avalon. Klimaty jakieś fantastyczne, dawne, nieokreślone, bo teksty odwołują się i do wielu epok, muzyka głównie do Renesansu, a instrumentarium w ogóle różne jest.

7. Ostatnie parę dni zdecydowanie kojarzą mi się z Nigelem Kennedy & KROKE, którym serdecznie dziękuję za Ajde Jano i pętlę korowo-rdzeniową, którą mi zafundowali ;)

Ja wiem.

1 komentarz

Wiem, że stacja pogotowia niedaleko domu to w zasadzie dobrodziejstwo. Wiem, że włączanie syreny to obowiązek kierowcy. Wiem nawet, że jadąca bez syreny karetka to i mniejsza szansa dojechania na czas, i większe niebezpieczeństwo dla wszystkich naokoło.

Ale tak bardzo jestem zmęczona wyciem syreny…

Poczta Polska dała d… i w wyniku tego nasłuchałam się od jednej panienki, że jestem złodziejką i jutro przyjedzie do mnie ktoś, kto mnie jak złodziejkę potraktuje.

A. podoba się Szkoła narzeczonych Krüger.
U. śpi od kilku dni prawie ciągle.
Pranie już gotowe, więc trzeba powiesić.
W piekarniku mięso.
Pies chce iść siusiu.
W szklance mam wodę z sokiem.
Chciałabym wykąpać swój mózg w zimnej, krystalicznie czystej wodzie.
W rafinerii można kupić 25 kg granulatu parafinowego w worku.
Zwierzęta chorują.
Bzy pod oknem przypominają mi maj ubiegłego roku.
Nie zdążę zrobić wszystkiego.
W czwartek jadę w świat.

Siedzę na balkonie w słońcu i czytam Kufer Kasyldy. Jakie to piękne jest, delikatne i miłe, zdumiewające czasami. Czytam i myślę sobie, że życie musiało być wtedy i łatwiejsze i trudniejsze. Często można było nie zastanawiać się, co zrobić – wystarczało zdać się na wolę rodziców, spowiednika – albo wszystkich naraz. Z drugiej strony takie oddanie swojej woli wydaje mi się straszne, nieludzkie niemal.

A dwa piętra wyżej śpi moja sąsiadka. Śpi i dzięki temu nie czuje bólu. Gdybym miała flakonik Łucji, gdybym mogła cokolwiek zrobić. Ale nie mogę.

Aura słoneczna. Siedzę przy kompie w swetrze i wyglądam na zalany złocistym światłem świat. Pod oknem zielone jeziorko kwitnących drzew.

Nie musiałam dziś suszyć włosów. Zostawiłam je mokre, teraz są już tylko leciutko wilgotne, schną „na topielicę” – jedyną fryzurę w której wyglądam tak, jak się czuję. I czuję się dobrze.

Idę wieczorem na piwo, a zanim to zrobię, czeka mnie obrobienie jednej ankiety i wykończenie działalności społecznej. I pewnie jakieś jeszcze sprzątanko alboco, ale niewielkie. Mam szampon pachnący wanilią, mmmmm….

Kobiety, jak powiedział wczoraj mgr L., ciągle się dotykają. Głaszczą się po włosach, badają fakturę ciuchów, przytulają się, nie przerywając przy tym sensownej, merytorycznej dyskusji na przykład o szkoleniu czy jakiejś innej sprawie.

Mężczyźni, according to mgr L., przytulają się do siebie tylko w sytuacjach pijackich lub wyjątkowo ekstremalnych.

Rzeczywiście.

Jak dobrze być kobietą, umarłabym chyba w takiej bezdotykowej pustyni. Jak to możliwe, nie móc przytulić się do przyjaciela – żeby nie było – całkowicie nieseksualnie.

No i zwagarowałam z dwóch wykładów, z których jednakowoż nie powinnam była zwiać. Jakoś tak się złożyło, że kundel wydawał dziwaczne dźwięki i wobec tego wybrałam pozostanie w domu.

Pomoże mi to w dokończeniu !@#$%^&* papierów na Festiwal i wydzwonieniu pani Anny L. I jeszcze paru innych rzeczach.

Kapie deszcze. Pokapie i przestanie i znów za chwilę siąpi. Pies odmawia wyjścia – deszcz moczy mu łapy i najwyraźniej przeszkadza. Dziś po mokrej trawie nie chciało mu się nawet chodzić. Zrobił siusiu i pognał z powrotem.

A wczoraj odbyłyśmy z rodzicielką wojenną naradę z wetem. Wet wydał instrukcje, utrzymał w mocy dotychczasowe zalecenia i generalnie nas pocieszył. Nie jest tak źle, bydlątko ma dobry humor i chce żyć, co jest najważniejsze chyba.

Idę po białe świece, kolejny lampion czeka. Na hamerykańskich stronkach nazywają te cosie luminaria – ładnie.


  • RSS