merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

Odebrali mi projekt. Ten, na który dostałam grant. Chce mi się kląć i płakać, a także wysłać osobę, która to wymyśliła, gdzieś w okolice Księżyca albo lepiej Kamczatki, gdzie jest odpowiednio ciepło i wygodnie.

Nie dam sobie bowiem rady z dwoma rzeczami, do tego potrzebuję się nauczyć, dlatego będę tylko asystować przy MOIM projekcie. Owszem, oryginalny pomysł nie był mój. Owszem, projekt potem optymalizował szef. Niemniej to, co tam było napisane, było moje. Dopracowałam to, dopieściłam, napisałam.

Będę walczyć, ale czarno to widzę.

Pamiętacie, jak pisałam w pocie czoła projekt i miałam różne przemyślenia w związku z tym?

No to teraz się zacznie, albowiem grant dostałam. I dziwne, ale stres większy, niż wtedy. Aaa! Panic! Panic!

Ale z drugiej strony: ale fajnie! Napisałam projekt i przeszedł! :)

malypies.jpg

Zdjęcie zrobione wczoraj, mała-czarna siedzi na rękach P.

Lektury młodości dają jednak pewne słownictwo. I tak na przykład:
- dwoje ludzi zajętych pochędóżką,
- odejdź i wychędóż się sam,
- WURG,
- i inne tego typu sformułowania, pojawiają się w myślach często.

Młode pałęta mi się naokoło nóg. Jeszcze nie nazwane, podobno nie istnieje. Nieistnienie nie wydaje jednak takich dźwięków – zajmij się mną, pobaw się, przytul, ukochaj, jestem malusim szczeniątkiem i należy mi się to howgh. I jęczymy, jakby nam ktoś skakał po tym śmiesznym ogonku długości 10 centymetrów.

Nie, nie mam budyniu. I nadal nie jest to „mój pies”, choć może jest już trochę. Chcę jej nadać imię, a więc poniekąd powołać ją do istnienia, a choćby to istnienie uprawomocnić. Może dzisiaj.

A wczorajsze piwo było fajne. Zdjęcia, gadanie o różnicach międzykulturowych, o pracy i niepracy, o przeprowadzkach, o tym, że zabudowali nam zegar na pałacowej wieży jakimś biurowcem. O tym, że dzień dobrych wiadomości. O tym, że dobrze jest żyć.

[Głos-z-tyłu-głowy: Dziewczyno, skończże z tą grafomanią, rozpacz ogarnia czytając...]

… spędziłam parę miłych dni.
Poszłam na Stinga (yeah, było fajnie).
Pomieszkałam z P. :)))
Pochodziłam po mieście.
Popatrzyłam, pogadałam.

Tylko jakoś zmęczona jestem.

I jakoś spać się chce.

Wybory – bez komentarza, bez komentarza, ja nie będę nic mówić ani myśleć nawet, żeby się nie denerwować.

Odkrywam zdumiewające zbieżności poglądów. Dzisiaj na przykład jedna, kolejna mi się objawiła. I się dziwię.

Bałaganiarskie to pisanie ostatnio, ale się poprawi. Za troszkę.

Żyję…

2 komentarzy

…ale słabo cały czas. Panierowany serek w bułgarskiej knajpie zrewolucjonizował moje trzewia. Festiwal idzie, powoli, trudno. Żałoba trwa. Oswajanie Małej też, albo raczej siebie z nią. Szczura obgryzła mi część odzieży. Każda rzecz odbywa się we fragmentach – spanie, jedzenie, myślenie, życie. Dziś na zajęciach gubiłam wątki, grupa była ciężka, jak zawsze w łączonych. Inna bajka, że taką grupę złożoną z dwóch klas widać od razu, oni inaczej wchodzą do sali niż zgrany od lat (albo i nie) zespół.

No to tak ze mną jest.

Tja.

Brak komentarzy

Łazi mi po domu ta mała czarna. Przez większość czasu śpi, czasem popiskuje, siusia na podłogę. Czasem mnie rozczula, czasem drażni.

I’m of two minds.

Dzisiaj skończyło się moje życie z Nerem. Umarł, odszedł Tam, Gdzie Psy Są Zawsze Szczęśliwe. Nie pytajcie o szczegóły. Nie składajcie mi kondolencji, to boli tak strasznie, że muszę sobie poradzić sama.

I dzisiaj zaczęło się, zdumiewająco, moje życie ze Stworzeniem Tymczasowo Zwanym Małą albo Suńką. Ojciec przyniósł ze schroniska czarną kulkę z ogonkiem, płci ewidentnie żeńskiej, małą, sześcio- czy ośmiotygodniową kundelkę. Ciekawe, co z niej wyrośnie.

Jeszcze nie umiem jej kochać. Ale pewnie się nauczę. Prawda?

…to pójdziemy z P. na Stinga.

Jutro start

Brak komentarzy

O 9.30 pierwsza impreza, o 12.00 druga, pomiędzy pół godziny przerwy, a może chwilę dłużej, nie wiem.

I nadal nie wiem, jaki warsztat zrobię, wiem tylko, jakie ćwiczenie.

Dowiem się jutro. Rano. Kropka. O ile uda mi się dojechać z calusieńkim majdanem na UW. 3majcie kciuki. Pls.


  • RSS