merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2005

Amarantine

3 komentarzy

Dostałam Amarantine! Śliczną, cudną Amarantine – i tak, wiadomo od kogo ;)))

Jest niesamowita, odjazdowa, piękna. Naprawdę. Bardzo zróżnicowana, trochę nowych aranżacji, trochę melodii bardzo starych, ziemnych. Mrrrrrrrr ;)

A poza tym, to się przeziębiłam i teraz mam dreszcze i zimno mi i muszę dojść do siebie. Szkoda, że powrót do normalności musi być zawsze jak snop światła prosto w oczy.

3 godziny…

1 komentarz

…i znikam na 3 dni. Wiem, nudzę. Ale nie mogę się doczekać ;)))

Potwór jest niepohamowanie niesubordynowana. Gryzie, szczeka w ilościach niepojętych, szaleje, nie słucha się… po czym przychodzi, łeb na kolanach położy i patrzy z takim smutkiem, że się jej nie da nie wybaczyć wszelkich szaleństw.

Dziś poleciała do kosza na śmieci w łazience, do którego nie wolno jej zaglądac, ale oczywiście zagląda. I zajrzała tak ambitnie, że pokrywę z kosza zabrała na szyję i paradowała w niej jak w chomącie. Widok był nie do opisania, obie z moją Szanowną Rodzicielką płakałyśmy ze śmiechu.

Poza tym zapieprz jak zwykle, brak kasy jak zwykle (ale z dużymi szansami na nadejście). A jutro przyjeżdża P. Jejku, jak się cieszę, jak się cieszę, jeszcze tylko 21 godzin, z których około 7 prześpię a kolejne 7 przepracuję :)

Wyrzuciłam: sześć butelek po różnych dobrych rzeczach – stwierdziłam, ze skoro nic z nich raczej nie zrobię, to niech sobie idą. Zapewne jutro albo pojutrze ktoś podaruje mi zestaw do robienia lamp z butelek, w którym brak będzie jedynie butelki. Ale co tam.

Wyrzuciłam też spalony monitor. Zapewne powinnam była go jakoś przeznaczyć do obróbki wtórnej, ale nie wiedziałam kiedy ani jak ani nic – wystawiłam, ktoś zrobi to za mnie.

Prehistoryczne buty też poleciały i parę rzeczy niepotrzebnych. Może jeszcze pójdę coś wyrzucić?

Próbuję. Wczoraj dwie ładne, lane. Dziś jedna ładna zwijana, łaciatka taka – ale łaty duuże są. I jedna składana jakby z wycinanych foremką kwiatków – ale wątpię, czy coś z tego będzie, miały być 2 kolory i nie wyszły, za dużo barwnika.

Nie udaje mi sie nic dzisiejszego wieczoru. Nie szkodzi jednak, zrobię przerwę, posprzątam, pójdzie. Na pewno.

A w każdym razie powinno.

Na razie liczę dni do czwartku.

…to lęk opada. Zaczyna się wiara. Że może się uda, że może już koniec trudnych spraw. Że może, może już tym razem.

A potem przychodzi rozsądek.

…ale tego życia urodzonego, które cierpi po bidulach, które jest maltretowane[1], upokarzane, bite, które nie ma domu, tego życia, które mnie prosiło wczoraj o 20 groszy na bułkę – o nie, tego życia pan premier bronił już nie będzie.

[1] min. Ziobro mówił wprawdzie o zaostrzeniu kar dla osób stosujących przemoc wobec dzieci, ale co warte takie kroki, to od dawna już wiadomo.

Wiecie, że niedługo będzie nowa płyta Enyi? Zachowuję się od wczoraj jak zakochana nastolatka, słuchając trzydziestosekundowych fragmentów piosenek z płyty na okrągło i mówiąc wszystkim naokoło, że to już niedługo, ze za tydzień będzie całość.

I tak nie mam kasy, ale trudno, przecierpię trochę, aż będę mogła mieć oryginalną. Piękną. Pachnącą ciszą i tęsknotą. A może kiedyś i z autografem.

Wiem, że to dziwne. Nic mnie to nie obchodzi; każdy ma swojego bzika, tak.

…minął, jakby był krótki. Niewiarygodna wręcz gonitwa. Trudne warunki. Presja. Napięcie. Ulga na koniec. Przerażenie, że to dopiero początek.

Potem biblioteka. Krótko, trzy godziny niecałe, ale dobrze – cisza. Spokój. Atmosfera.

Teraz siedzę i nie mogę się zabrać do roboty, może dlateog, że od piątku spałam w sumie 10h. Trochę mało. A dziś nie spodziewam się o wiele więcej.

Ale miła to kołomyja. Miła, bo nie da się myśleć o niczym poza pracą. A raczej: da się, ale tylko o tym, o czym się zdecyduję myśleć.

Wiem, brzmi to jak sen wariata. Ale ja śpię na siedząco, więc się zgadza.

Lyra

Brak komentarzy

I fear we have no time
Our hearts entwined,
Our lives resigned to
Desperate measures of despair

I need to steal away
To where the grey
cannot take hold, but
Return us to the tranquil greens of old

Było to lat temu… kilka. Najpierw lekkie żeńskie głosy a cappella, potem nagle klasyczny beat disco w tle łagodnej melodii, śpiewanej w gaelic. W końcu akordeon wygrywa motyw klasycznego jiga i da capo al fine.

Kicz. Straszliwy. Lyra to kicz ponad kicze. Ale jak dobrze się go słuchało z G., jakie to było wzruszające i piękne, jak myślałam o tej muzyce długo i mogłam tę jedną, krótką piosenkę zapętlać w nieskończoność i słuchać, odlatywac.


  • RSS