merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

Białość śniegu pomaga na wiele strachów. Robi się spokojniej, człowiek już się nie trzęsie, a myśli, cieszy się, przeżywa normalnie, czy też względnie normalnie.

P. ma katar, śpi teraz, może będzie się powoli budzić. Ja śpię wieczorem, zbyt wcześnie jak na moje możliwości. Stanowczo zbyt wcześnie.

Kupa roboty, z przeważającą ilością kupy. No jakoś tak się porobiło. Bez sensu.

Dobrze, że spokojne miejsce i ciepło, pójdę obudzić P., a może i nie pójdę – niech sobie śpi spokojnie.

Od wtorku trwa Raj, Raj pod Kotem, bo pilnujemy kota J.. Miło nam i dobrze, spokojnie mieszkamy. Gotujemy. Robimy świece. Śpimy do późna. Powoli działamy sobie. Dziś było jasno i pięknie w ciągu dnia, aż żal, że nie wyszłam wcale. Po południu graliśmy z A. i A. w Rummikub, było miło.

I przychodzą strachy nagle i paraliżują wszystko. I zimno nagle się robi, gorąco, źle, boję się czegoś, co jest nienazwane i obce.

Każda beczułka miodu zawiera więc kawałek dziegciu. Może jutro będzie lepiej, może się uda żyć spokojnie. Trzymajcie kciuki za mnie, za nas.

Męcząco. I tak naprawdę w sumie byłoby całkiem fajnie, że już koniec, ale perspektywa jutrzejszergo spotkania w fundacji mnie nieco przeraża. Dobrze, że wieczorem P. i parę dni świętego spokoju i pełnej normalności. Plus kot, w charakterze mruczącego bonus track.

Jutro malutkie pranko i jeszcze mniejsze sprzątanko, spotkanie, spakować się i właściwie już można jechać. Nie mogę się doczekać.

Zaraz obiad. Wczoraj śniadanie trwało 3 godziny, więc obiad z oczywistych względów nie nastąpił. Dziś natomiast będzie obiad, jakieś coś z czymś – nie wiem. Nie lubię obiadów w święta, bo po świątecznym śniadaniu obiad zawsze jest za wcześnie.

Wczoraj martini. Martini jest dobre.

Dużo rzeczy ważnych, rozmów i nowych wiadomości, rzadko przyjemnych.

Wieczorem do kina. Na film z Meryl Streep. Nie wiem, czy na pewno chcę iść, ale bardziej tak, niż nie. Chyba.

27.jpg

Jestem i w ogóle. Ostatnie parę dni to stała gonitwa, dziś łażenie po sklepach świąteczne, różne głębokie rozmowy, ważne sprawy. Żeby nie zapeszyć, próbuję nie myśleć, jak fajnie może być. Ale mało mi wychodzi, więc nie wiem, czy to niezapeszanie zadziała…

A dziś chcę się wyspać, mozliwe, że pierwszy raz od ładnych paru dni.

Nuka, zwana Małą Czarną, dostała ostatnio ksywkę Wywłoka. Bo wywleka. Wszystko, zewsząd, bez przerwy. Najchętniej papier, a jeszcze lepiej, jeśli osobiście zasiusiany. Moje skarpetki pięciopalczaste (ledwie odratowałam biedactwa). Babci bluzkę. Moje kapcie. Matki kapcie. Et caeterea, et caetera…

W słuchawkach Ameno.

Dobre cytaty

1 komentarz

Zapożyczone od dr. Młodego:
God put me on earth to accomplish a certain number of things. Right now I am so far behind I will never die.
(Calvin & Hobbes)

Stuprocentowo zgadza się w moim życiu. Na razie zagłębiam się w raporty, wieczorem jadę do O. pisać szkolenie na zaliczenie – całe szczęście pomysł już mam. Nie jest źle. Nie będzie. Nie może.

Weekend za to czeka mnie wspaniały – impreza za imprezą, a najlepsze, to że nie będę sama. Cudnie. Mrraf ;)

No i włączył mi się ziewacz. Ziewam ciągle, bez przerwy, mimo kawy, wystawiania głowy na dwór i oddychania głęboko przeponą, słuchania energetycznej muzyki itepe.

Wrzucić pranie. Znaleźć papier.

Chociaż, czy ta muzyka na pewno taka energetyczna? Chorały z Taize nie są energetyczne, choć odpędzają złe myśli i strach, co się czai po kątach.

Ułożyć kartki. Wyrzucić śmieci.

Herbata jest gorąca, to dobrze. Dobrze też, że nie ma gości wieczorem – mogę spokojnie wrócić około ósmej. Dziś świąteczne zakupy z Z.; jestem ukochaną ciocią i jedziemy po prezenty. Będzie ciepło, ładnie, miło, połazimy.

Pokroić kapustę. Spakować teczkę.

I może wstanę i zrobię coś dzisiaj jednak, może ziewanie się skończy, może pies nie będzie przeszkadzał, bo ciągle skacze mi na rękę i domaga się, żeby się z nią bawić. Nie teraz, piesku. Nie teraz.

Wieczorem Gosford Park w tv. Oglądam.

…tylko coś niecoś powoli się ruszam. Zimno się znów zrobiło paskudnie, całe szczęście, ze sweter mam ciepły i golf zielony. I świecę grubą, która mi zastępuje lampkę na biurku i rozprasza blask monitora.

Danzig

Brak komentarzy

Miasto mokre, wodne, hanzeatyckie. Kochane i oswojone, bezpieczne, bliskie. Dobrze mi było wieczorem gadać o różnych rzeczach, rano nieprzytomnie coś mówić też, dziękuję, Meg, bardzo. :)

Dzieci przeciętne, miłujące wojnę. Wiecie, jak w sali leżą poniemieckie hełmy i resztki karabinu zardzewiałe i maska p/gaz, to należy się tym bawić. Podrzucać. Wkładać na głowę. Mówić heil i rżeć niedomutowanym jeszcze barytonikiem. Standard gimnazjalny? Możliwe; nie przywykłam.

A jak powiał zachodni wiatr, to czułam zapach wody. I to było najpiękniejsze.

Zimno?

4 komentarzy

Tak – zimno jak jasna cholera. Cholera właściwie to słowo ciepłe, wręcz gorące, ale mnie jest zimno.

Remedium: herbata z przyprawą pięciu smaków. Trochę listków herbaty, płaska łyżeczka przyprawy, stawiamy na zaimprowizowanym podgrzewaczu i jazda.

Trochę cieplej się robi.

Poza tym nie chce mi się palić ani jeść. Hm.


  • RSS