merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2006

…podał mi kartkę przez szparę w drzwiach i powiedział, że nie wejdzie, bo się psa boi.

Dobra psinka, mądra, śliczna psinka.

Około 11 zadzwonił telefon. Umarł M., młody facet z miasta na południu Polski.

Około 15 zadzwonił telefon. Urodziła się M., dwuipółkilogramowa dziewczynka, córka znajomej.

Najlepiej mieć dużo do czytania. Miłych, ciekawych, mądrych, wesołych książek – przy czym te zalety nie muszą się pokrywać.

Niestety, Czarodziejska góra mnie wykończyła. W połowie pierwszego tomu dostałam tak straszliwego doła, że rzuciłam w kąt – wrócę, jak będę się lepiej czuła. Ale on i tak umrze, jestem tego pewna.

Może właśnie dlatego nie mogę już jej czytać; język piękny, styl pisania szlachetny, fabuła natomiast depresjogenna w stopniu nieakceptowalnym dla mnie w tej chwili…

W życiu każdego żółwia (który uczy się przez całe życie) przychodzi taki moment, że należy napisać magisterkę.

Jest to moment dość przerażający, bo przecież to już koniec tak zwanego życia studenckiego, jakkolwiek rzeczony żółw nie korzystałby z jego uroków.

Tempo pisania iście żółwie: w ciągu 5 godzin pracy powstało około 50 słów tejże.

Witam się więc w gronie OMC magistrów, samozwańczo i radośnie ;)))

Dzisiejszej nocy jedliśmy z P. ciastka z brzoskwiniami – były pyszne, delikatne, pachnące – ale zapukano do moich drzwi, co oznacza, że lepiej jest wstać możliwie szybko i iść z psem po chleb.

No to poszłam, wróciłam i padłam do wyra, a śniło mi się dalej.

Śpiewanie piosenki Celine Dion z mojego ulubionego albumu D’Eux i że mój były dyrygent stwierdził, że mam wracać do Collegium a ja tańczyłam z radości, ale B. była mocno sceptyczna, choć wierzyłam, że wobec słowa A. nie ma nic już do gadania. A potem oglądaliśmy z P. film złożony ze scen pominiętych w dotychczasowych filmach o Harrym Potterze. Bawiłam się cudownie.

Ale naprawdę trzeba juz było wstać…

Wszedłszy do domu poczułam wyraźny swąd – to mój brat odgrzewając sobie obiad spalił naleśniki.

Godzinę później postawiłam naleśniki na ogniu… i wyszłam z kuchni. Z trzeciego pokoju wywołał mnie zapach zwęglonego naleśnika.

Wszystkim Paniom i Panom życzę wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Spalonego Naleśnika! :)

Siedzę. Około 140 km od miejsca zamieszkania, kierując się na południowy zachód, znalazłam swoje miejsce na aktualny weekend.

I świeci słońce! Prawdziwe, żółciutkie, jak na nie patrzę zamknąwszy oczy to robi mi zapomniane już przez zimę barwne cienie po wewnętrznej stronie powiek. I ciepło, ciepło jest, choć stopni nominalnie zero. A my się tu wygrzewamy, na czwartym piętrze widzewskiego bloku, jako w Zakopanem. Z każdym wsiąkającym we mnie fotonem czuję się szczęśliwsza i zdrowsza.

Aaach, już wiosna, już prawdziwa!

…przezwiska Nuki – Wywłoka? Wszystko wywleka.

Proste ;)


  • RSS