merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2006

Kryzys

Brak komentarzy

Nadszedł. Pisać nie mogę, myśleć nie mogę. Blog bez depresji to dziennik wariata, więc mogę sobie pozwolić.

A tak naprawdę, to napadły mnie strachy i sparaliżowały doszczętnie, poruszam się na zasadzie odruchów: pukanie do drzwi – wstać, włożyć portki, wyjść z psem. Wrócić, śniadanie, umyć gary. Pies. Przerwa. Pokroić warzywa, obiad. Teoretycznie praca. Praktycznie gapienie się w ekran, pisanie trzech słów, skreślanie pięciu.

Jeszcze posiedzę dzisiaj w dołku. Dogindefoga sobie sprawię, pooglądam Marthę Stewart, a może podłączę ptoka pod prąd i obejrzę sobie Dumę i uprzedzenie, odcinek dowolny, może być przedostatni.

A jutro wpieriod, wpieriod, mołodcy!

Rozmowa

2 komentarzy

56xxxxx: czesc, czy skonczylas studia informatyczne i masz wolne serce?
Merigold: A to są warunki sine qua non?
56xxxxx: jakie?
[...]
56xxxxx: masz chlopaka?
Merigold: nie, dziewczynę
56xxxxx: glupia jestes. idzz do psychologa. get cock.

Komentarz: mój niewinny żarcik na temat dziewczyny znieświeżył chyba kolegę, którego numer z litości pominęłam. W środku były różne ciekawe teksty, ale nie chciało mi się edytować. You know. Rozmawiałam z kolegą 10 minut głównie po to, żeby się dowiedzieć, o co mu chodziło z informatyką. Ale psychologa też szukał. Piątkowy wieczór, rozrywka niewinna. Jestem zła, zła, zła… [evil grin].

Tęsknoty

Brak komentarzy

Ach, żeby tak wyjechać! Najlepiej do Czech, do Niemiec, do Francji, w miejsce piękne, ciepłe, jasne i esencjonalne.

Ach, żeby tak mieć pracę i pieniądze! Iść do kawiarni, usiąść w fotelu i patrzeć na ulicę…
[uwaga: do Karmy nie chodzić - chamstwo i drobnomieszczaństwo tam panuje - do dzbanka herbaty podają jedną filiżankę, odzywają się obrzydliwie, paskudne miejsce. A tak je lubiłam...]

Ach, żeby tak (nadchodzi jesień i stąd mi się to bierze) usiąść, zagrzać parafinę i lać piękne świece.

Ach, żeby tak siadać do kompa i żeby magisterka pisała się łatwo, lekko i przyjemnie.

Generalnie: de blada. Ale radzę sobie, kto sobie poradzi, jak nie ja?

I nie wiedzieć, czemu. Może to wyczerpanie formuły (wink), a może nic się po prostu nie dzieje?

Blog, jak wiadomo, bez nieszczęścia autora i jego niezrozumienia przez świat, jest dziennikiem wariata. Pisałam o tym wielokrotnie. A jakoś ostatnio świat mnie rozumie, a w każdym razie nie manifestuje niezrozumienia. Może dorosłam?

Z innej bajki: piszę ostatnio dużo. Krzyżówki rozwiązuję. Między krzyżówkami piszę rozdział metodologiczny. Hm.

Dodatkowo, moja Szanowna Rodzicielka doznała urazu prawej ręki. Pęknięcia kości konkretnie. Chodzi w gipsie, a dojście do etapu, kiedy nałożono jej gips, to materiał na parę felietonów. Na przykład: SzR wchodzi do przychodni rejonowej, gdzie niestety schowano jej kartę do archiwum. Trzeba więc wypełnić papiery do nowej karty. Pani recepcjonistka (PR) podaje SzR trzy kartki papieru (mówiłam, że złamana jest prawa ręka?) i mówi: to pani wypełni i założymy nową kartę.
SzR: Ale nie dam rady wypełnić, bo nie mogę utrzymać długopisu w ręku.
PR: No to ja wypełnię, a pani tylko podpisze tu i tu i tu.
SzR: Hmmmm…

Poza tym zdjęcie rentgenowskie oglądało czterech chirurgów ortopedów. Dwóch powiedziało, że ręka złamana, a dwóch, że nie. Remis.

Parę dni

Brak komentarzy

…minęło od ostatniego pisania.

Wróciłam. P. pojechał. Myślimy o tym, co dalej. Piszę pracę. Dziś A. zrobił mi statystyki – żadna hipoteza się nie potwierdziła. Co niedziwne w sumie.

Dużo się powinno dziać. Chwilowo dzieje się warka pstrąg. Instaluję sobie Thunderbirda. Będę oglądać świat dalej, jak zawsze. Dobrze mi. Byle dalej, byle dalej, dalej, dalej…

Powrotnie

Brak komentarzy

Jak opisać Rybik?

Może widokiem jeziora, może wariatami których kocham, może piwem i nie tylko, może grillowaną cukinią i masłem czosnkowym? A może wszystkim powyższym, a i tak będzie smutno, że się skończyło i nie da się tego do końca napisać?

Wróciliśmy. Siedzimy u kota i robimy To, Co Zazwyczaj Robi Się U Kota, a więc: lenienie się, późne śniadania, głaskanie kota, wieczorne piwo i inne przyjemności.

Mam dołek poimprezowy, choć było pięknie, a może właśnie dlatego. I z tym melancholijnym nastrojem pozostaję, do jutra…

Kota mam, o tym już pisałam. Właściwie cały ten blog jest o moim kocie. Ale tym razem mam na czas jakiś kota do odwiedzania, głaskania, karmienia i mówienia mu ty cholerny futrzaku, zrobię z ciebie mufkę. Wczoraj kot znieważył pewnego pluszowego misia. Miś został uprany.

Piszę. Piszę ciągle. Rano ręcznie w zeszyciku swoim, po południu na kompie w różnych dziwnych miejscach, wieczorem na kompie przy biurku (śliczna maszyna, klawiatura jak złoto, śmiga po prostu, mogę ją postawić gdzie chcę i jest moja na całe dwa miesiące, będę ją tulić i dam jej na imię Dżordż). No, może nie Dżordż, bo z Dżordżami (oprócz George’a) mam bardzo złe doświadczenia. Pomyśleć o takim Bushu Juniorze choćby. Brrr!

Wyłączyłam opcję dokładnego datowania notek. Dlatego muszę Was poinformować, że jest godzina 1.37, jutro jadę w świat, mam dość solidną głupawkę i wcale nie chce mi się spać…


  • RSS