merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

Po pogrzebie

3 komentarzy

Zawodzący „po warszawsku” organista. Kilkoro bliskich. Kilkoro nieobecnych. Wuj robi zdjęcia trumny, kwiatów, żałobników. Grajek-żebrak rzępoli na rozstrojonych skrzypcach. Zapachy kwiatów, zniczy, jedliny i martwych ludzi zmieszane ze sobą w lodowato zimnym kościele. Dzwon. Trumna. Buty na obcasie. Nie płacz, bądź dzielna, pomagaj mamie.

A potem stypa – posadź 10 osób przy tym stole – nie da się – zrób tak, żeby się dało, zagrzać zupę, gdzie są tamte białe talerzyki, podaj mi cytrynę i wysoką szklankę, jak włączyć piecyk – daj na full, możesz zobaczyć, czy makaron jest gotowy po kolorze wody – nie wiem jak – no to ci pokażę, pokrój mięso, jak to zrobiłaś, herbata w kubkach, kawa w filiżankach, ile placek ma rosnąć – nie wiem ciociu, aż wyrośnie – widzisz twoja babcia też tak mówiła.

Owszem, zawsze tak właśnie mówiła.

…że są przy mnie ludzie. Piotr, Ola, Magda, Janek, Jagna – najbliżsi, najmilsi, najlepsi.

No to tak:

2 komentarzy

nekrolog.jpg

Mieszkała z nami, odkąd pamiętam. Była trudna, choleryczna bardziej niż ja, urodzona przywódczyni. Piekła najlepszy placek drożdżowy na świecie. Jak robiła naleśniki, zostawiała dla mnie ostatnią łyżeczkę ciasta wylaną na patelnię, to się nazywało wypierdek. Potem ja też robiąc naleśniki zostawiałam wypierdka dla niej.

Miała być aktorką. Uczyła się u Zelwerowicza aktorstwa, a u pani Kryńskiej śpiewu. Jej mąż zabronił jej aktorstwa, bo nie ożeniłby się z komediantką.

Przed wielkanocą zawodziła pieśni wielkopostne, doprowadzając mnie do szału.

Kiedy byłam małą dziewczynką, ogrzewała mi na kaloryferze koszulkę. I karmiła mnie tartą marchewką, mówiąc Marcheweczko, daj nam soczku. Robiła też znienawidzony przeze mnie serdecznie syrop cebulowy, mieszając cebulę z cukrem. Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie to było ohydne…

Bawiła się ze mną w rycerza. Ja byłam rycerzem jadącym na wyprawę z kopystką i przykrywką od kadzi bieliźnianej, a ona córką rycerza. Rycerz wyruszał na wyprawę przykazując córce, żeby zrobiła dobry obiad na jego powrót, a potem odchodził w siną dal waląc kopyścią w pokrywkę, aż huczało. Rycerz bywał czasami księżniczką i budował zamek z jej fotela, koca w kratkę i jakichś trzech tysięcy poduszek, które trzymała na swoim tapczanie.

Robiła potworny kipisz w kuchennych szufladach, nazywając to porządkiem. Maszynkę do mięsa trzymała w trzech miejscach, po parę części. Przyzwyczaiłam się do tego tak, że nie wiem nawet, jak inaczej mogłoby to leżeć. Miała tysiąc powiedzonek, niektórych zabawnych, innych wpieniających. Kiedy mówiło się, że coś ładnie pachnie, rzucała ładnie pachnie ale mnie nie smakuje.

Umarła wczorajszej nocy.

Daleka znajoma ma małe dziecko i – przykre, lecz prawdziwe – nieustanne rozwolnienie mózgu. Usłyszałam dzisiaj o koszmarach porodu, gojeniu się rozmaitych miejsc, problemach z laktacją i skórą po karmieniu.

Są rzeczy, których nie chcę wiedzieć, przynajmniej na razie…

…wiem, że powinnam od jakiejś sytuacji uciec, oddalić się, nie zauważać, odejść, a ja wręcz tam idę, mimo że mam pełną świadomość, czym to się skończy.

Polazłam na psie forum i czytałam wspomnienia o psach, które umarły, chorowały, zostały uśpione.

Czy ktoś może kopnąć mnie w tyłek???

.

2 komentarzy

Dziś mija rok od śmierci Nera.

Co zamierzam

Brak komentarzy

1. Wrzucić pranie. Duże pranie.
2. Zrobić obiad. Jakikolwiek, wymagający mniej niż 20 minut pracy.
3. I porządku trochę, żeby podejść do biurka nie potykając się o nic.
4. Poradzić coś na dziwnie suchą skórę wokół oczu – albo to już – wedle słów nieocenionego doktora Żeleńskiego – klimakter (28 lat, the time is coming!), albo nastresowałam się tak, że mi oczka wysychają.
5. Usiąść do działalności intelektualnej, he he he.

A jak już usiądę, to i tak nic nie zrobię, bo zaraz będę musiała wstać i robić co innego. Natomiast chciałabym napisać parę słów powszechnie uznanych za obelżywe pod adresem okoliczności rozmaitych. Ale obawiam się, że filtry typu netnanny mogłyby zablokować moje notatki i pozbawić Was ożywczego tchnienia mojej depresji.

[w tle: Znoooowu mam doooła, znóóóów pragne śmierci, wszystkie formy samobóóóója przed oczami stają miiiiii]

A poza tym wkurwiłam się – nie będzie możliwości wpisywania uwag na marginesie, bo nikt mi nie płaci za reklamę gówien na blogu.

HOWGH!

… to na wielkie łóżko z chłodną pościelą, w cichym domu wśród lasów, pól, ruczajów i innych przyjemności. Spałabym na nim przez tydzień, budząc się co jakiś czas, żeby napić się wody i wrócić do łóżka, zająć się przez kwadrans miłą i niezobowiązującą lekturą, a następnie zasypiała z powrotem. Po 3 dniach mogłabym wyjść na miły, spokojny spacerek nad te ruczaje, a potem wróciłabym, zjadła tosty z masłem cynamonowym i poszła z powrotem spać. [por. cloudy].

Hmmmm, masło cynamonowe do tostów, niegłupi pomysł, kiedyś się wypróbuje.

Idę spać, jutro zamierzam wstać rano, odcedzić suńkę, kupić chleb i spać dalej, do oporu, do dowolnej godziny, nawet jeśli to bedzie szósta po południu. Howgh.

[tak, jest 21 minut po północy, od 21 minut mamy poniedziałek, planuję wykorzystać go na realizację zadań priorytetowych, a konkretnie spania i picia wody i napojów izotonicznych - nie, nie mam kaca, od paru dni zapominam, że mam się czegoś napić].

…pięć maili. Wszystkie skasowałam.

Wczoraj też dostałam pięć, skasowałam cztery.

Ludzie, i tak nie kupię waszych książek, usług bankowych, środków na niezawodne powiększenie penisa, a przyjaciele z podstawówki (prócz K.) obchodzą mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg. Subskrypcja z allegro natomiast (to, co chcę kupić) uparcie pokazuje brak aukcji o zadanym temacie. Hm.

To idę poszukać podgrzewacza. Nie na USB ;)

…bliski komuś bliskiemu, to jest to dziwne uczucie. Korowód twarzy, telefonów, spraw do załatwienia na natychmiast i na potem, temu herbatę, tamtemu krzesło, zapisz wszystko, odbiorę telefon, ktoś idzie się pożegnać, trzeba wyrzucić papier, kot biega gdzie nie powinien…

I problem polega na tym, że i tak najważniejszego bólu nie da się uniknąć, nie da się pomóc, każdy musi przeżyć go w sobie.

Banał, nie? Głupota, nie? Ale tak sobie właśnie myślę dzisiaj.


  • RSS