merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2006

…siedząc przed ekranem. Gdybymż miała inklinację do teorii spiskowych – od razu bym Wam opowiedziała parę historyjek. Niestety nie mam trzeba więc spojrzeć prawdzie w oczy.

Władze Polski zostały demokratycznie wybrane. Wybrali ich ludzie tacy jak my – nasi sąsiedzi, rodzina, znajomi. Uwierzyli w obietnice, poszli za głosem nienawiści, która w nich drzemie, a na której tak sprytnie zagrali partyjni marketingowcy.

Żeby teraz jak najszybciej się to wszystko skończyło, upadło, umarło i nie wstało. Żeby wrócili mądrzy ludzie, wykstałceni, rozsądni, którzy nie wrzeszczą o miłości kochanej Ojczyzny, tylko porządnie wykonują pracę, do której zostali wynajęci za przyzwoite pieniądze.

Tylko że tak nie będzie – wrócą istoty zaślepione pięknem władzy (tak, władza to coś pięknego, pod warunkiem, że sprawowana godnie). Wrócą istoty które za wszelką cenę chcą być kochane, a nie są i ułudę miłości znajdują w szeregach paramilitarnych i pseudopokojowych organizacji. Nie tylko zresztą ułudę miłości, ale poczucia bezpieczeństwa i – tym razem całkiem prawdziwe – zwolnienie od obowiązku myślenia, nałożonego na nas przez Boga, naturę czy ludzkość.

Myślę

1 komentarz

…a myślę sobie dość abstrakcyjnie: jak wiek wpływa na poglądy? Na odczucie innych ludzi wokół mnie? Co było mi obojętne kiedyś, a nie jest teraz – albo odwrotnie?

I tak, mam na myśli konkretne rzeczy, ale niech to pozostanie notka enigmatyczna, której nikt nie rozumie – a za parę dni i ja zapomnę, o co chodziło.

Mężczyźni, kobiety, politycy, naukowcy, złodzieje, księża, ogrodnicy, piekarze, prostytutki i ja między tym wszystkim – między kawałkami świata, który wiruje, wiruje i z jego wirowania nic się nie staje.

W Krakowie było słonecznie, tutaj mroczno, ale to nie jest stała różnica, nie będziemy jej poświęcać wiele czasu.

Ale w Krakowie jest inna energia. Oddycha się spokojniej. Nic nie boli. Miasto mruczy i przytula i cieszy się, że jesteś. Tu nikt się z tego nie cieszy.

Tak, mam doła poimprezowego w wersji max, w ramach bonusu dostałam bolące gardło i ogólne samopoczucie określane przez przymiotnik pochodzący od wulgarnego określenia męskiego narządu moczowo-płciowego.

…na urodziny, zakiełkował i znalazłam go z takim malusieńkim zielonym listeczkiem.

Poza tym wróciłam z Krakowa i jestem a. głęboko szczęśliwa, że tam byłam, b. głęboko nieszczęśliwa, że musiałam wrócić.

Reszta jest zbędna, wiecie, jak było ;)

…dwudziesty siódmy rok życia i zaczęłam niniejszym dwudziesty ósmy. Bogatsza o świecznik, książkę kucharską Jamiego Oliviera, świetny nóż kuchenny, pudełko, bluzkę w paski, płytę Katie Melua, film Halo Szpicbródka na płycie oraz książkę o psach i kotach. Uboższa o kolejny rok, kolejne szanse i kolejne sukcesy których nie było. I tak, mam kieliszek różowego wina i jest mi z tym dobrze.

Nie mam za to butów. Nie miałam głowy iść ich kupić, co swoją drogą jest zadaniem trudnym i wymagającym pewnego skupienia. Buty dla mnie powinny bowiem mieć wiele zalet – solidne podeszwy, wysokie podbicie, bardzo niewielki obcas, okrągłe nosy, kolor czarny najlepiej, do tego powinny kosztować niewiele i być względnie trwałe (czytaj: przetrwać więcej, niż dwa miesiące). Rzadko udaje mi się takie spotkać. Rok temu, kiedy nabyte za siedemdziesiąt złociszy kamaszki rozwaliły mi się w sześć tygodni, postanowiłam, że więcej tego błędu nie popełnię. No dobra, rozkoszne sandałki na jeden sezon mogą być za mniej, niż siedemdziesiąt – ale cóż mi z rozkosznych sandałków, kiedy stopa jak podolski złodziej, niestabilna w dodatku z powodu działalności nieznanego mi z nazwiska konowała, nie przepada za rozkosznymi sandałkami?

Za jakiś czas pojadę w świat. 1200km stąd, do jednej z moich opisywanych niedawno ciotek – tej nieciotki, z którą zamierzam gadać, pić likier pomarańczowy oraz uczyć się od niej garncarstwa, płakać, zwiedzać i odpocząć od wszystkiego. Brak mi będzie bardzo P., ale nie możemy jechać razem z paru względów. Ech…

Kieliszek różowego się skończył. Różowe wino jest piękne, chyba moje ulubione – delikatny kolor, kompromis między czerwonym, które uznaje P., a białym, które uznaję ja. I wieczne przypomnienie uroczego gagu z Pret-a-porter, gdzie Jean-Paul Gaultier zamawia różowe wino, a kelner nalewa mu do kieliszka mieszankę białego i czerwonego, z dwóch butelek. Tak, pora znów obejrzeć ten film, oglądam go co roku z niesłabnącym zachwytem. I pora na Dzień Weselny Altmana, ponoć równie dobry jak moje ulubione Pret-a-porter.

Jutro się spakuję i pojadę do Krakowa, gdzie P., a prócz niego The Ferajna, cudni moi, ukochani, najbliżsi, niezwykli. Dwa dni w cudnym mieście, za którym już tęsknię. Dwa dni tarzania się w pełnej akceptacji najbliższych przyjaciół, ogrzewania się w cieple P. i innych, wszystkiego, co składa się na piękne moje, czterodniowe urodziny…

Uwagi różne.

1 komentarz

W szafce pod zlewem miałam jakieś 5 kilo przeterminowanej chemii gospodarczej. Cud, że nie wybuchło.

Przecier pomidorowy na zimę przyprawiony, studzi się i zaraz będzie się mroził.

W piątek do Krakowa. Nareszcie.

Żurek na białej kiełbasie ugotowałam dzisiaj bez kiełbasy. Jestem sobą zachwycona.

I znów niepokój. Chwilowo wiem, dlaczego, a raczej się domyślam. W którymś momencie przejdzie prawdopodobnie.

Aczkolwiek wolałabym, żeby tego nie było.

W ramach działalności pobocznej przecieram pomidory.

…zieloniutkie, wystające z płynnego, pikantnego sosu z fetą.

Zamiast tego cukinie zmieniły kolor, a sos się zestalił.

Następnym razem będę wiedziała, jak to zrobić (zblanszować cukinie, zapiec pod beszamelem z fetą).

Ciotka nie siedzi w necie, dlatego względnie bezpiecznie mogę jej obsmarować d… Nie jest też moją prawdziwą ciotką, nazywa się natomiast przyjaciółką mojej Szanownej Rodzicielki (co jest istotne dla sprawy). A jedna z wielu, ponieważ mam znacznie więcej ciotek przyszywanych, niż prawdziwych. I choć nie do wszystkich zwracam się per „ciociu”, to generalnie uważam instytucję ciotki za rzecz wspaniałą.

Refleksja o ciotkach generalnie: jest to coś niesamowitego, ponieważ ciotka to osoba, która teoretycznie może i powinna w pewnych okolicznościach zastąpić matkę. Jest w wieku matki, dzieli z nią doświadczenie pokoleniowe, problemy danego wieku – a jednocześnie nie jest nią, więc można z ciotką rozmawiać o wielu rzeczach, o których z matką się z różnych względów nie mówi. Tyle teoria. W praktyce mam na przykład ciotkę, do której nawet nie mówię „ciociu”, a która za parę tygodni ugości mnie w swoim domu 1200km stąd i pomoże naładować sobie akumulatory na jakiś czas. Mam też ciotkę, która mieszka bardzo niedaleko, a mogę z nią pogadać o absolutnie wszystkim, w dyskrecji i spokoju, wystarczy przejść na drugą stronę ulicy. Mam ciotkę-wariatkę, ciotkę-anioła, ciotkę-radiomaryjkę (ukochaną ciotkę swoją drogą), a także ciotkę-idiotkę, o której zresztą bedzie traktowała dalsza część tej notki.

Dziś ciotka popełniła numer stulecia: moja Szanowna Rodzicielka chwilowo cierpi na ciężkie przeziębienie. Obiecała jednak wcześniej ciotce, że upiecze jej placek na imprezę imieninową i jej go zawiezie. Czuła się jednak dość paskudnie, więc upiekła placek z drobniutkim moim wsparciem, a zawiezieniem go zajęłam się sama. Ciotka nie wspomniała przesadnie o wdzięczności za upieczenie placka, natomiast wypomniała mi, że zjawiłam się pół godziny później, niż umawiała się na dowiezienie placka z moją Szanowną Rodzicielką.

Nie skomentowałam. Po co? Daleko bardziej dramatyczny był mój komentarz dot. teorii kreacjonistycznej wyznawanej przez wiceministra edukacji.

- Urząd nie może się mieścić na Placu IIIRP?
- M. Giertych: wyrzucić ewolucję ze szkół.
- Nie ma porozumienia PiS i Samoobrony – zawieszą obrady?
- Wierzejski: PiS kupczy w imieniu Radia Maryja.

…i tak dalej, i tak dalej.

Ostatnio, kiedy siedzę przed ekranem i mówię: O rany! O cholera! O matko!, mój brat ripostuje: nie czytaj wiadomości!

Chyba rzeczywiście przestanę.


  • RSS