merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2006

[Colonel Brandon] was on the wrong side of five and thirty.

… … … … …

A woman of seven and twenty can never hope to feel or inspire affection again and if her home be uncomfortable or her fortune small, I can suppose that she may bring herself to submit to the offices of a nurse, for the sake of the provision and security of a wife

(Jane Austen, Sense and Sensibility, [w:] Jane Austen, The Complete Novels, Londyn 2005)

czytaj: Mruczę jak kot nad miską śmietany…

Przyszła kryska na Matyska i wklejam fotki, tylko 33 sztuki, ciekawam, jak to przełkniecie ;)

lux01.jpg
Place d’Armes, centrum miasta.

lux02.jpg
Takoż Place d’Armes, choinka w pogotowiu ;)

lux03.jpg
Fontanna.

lux04.jpg
Tu urzęduje Książę Henri Albért Gabriel Félix Marie Guillaume de Luxembourg.

lux05.jpg
A to jego Straż! Straż!

lux06.jpg
Oraz jego antenatka, księżna Charlotta.

lux07.jpg
Katedra.

lux08.jpg
…i odwiedzające ją siostry. Gdybym była w Polsce, powiedziałabym, że prezentki, ale tam…

lux09.jpg
Komedianci na Place du Theatre.

lux010.jpg
Połykacz ognia, tamże.

lux011.jpg
Panorama z Pont d’Adolphe. To też któryś z książąt.

lux012.jpg
Takoż.

lux013.jpg
Instalacja w Muzeum Sztuki Współczesnej MUDAM.

lux014.jpg
Widok z MUDAM na Centrum Europejskie Kirchberg, ten budynek z kolumnami to nowa Filharmonia.

lux015.jpg
Ekspozycja w MUDAM.

lux016.jpg
33 kanarki w artystycznej klatce w MUDAM; wyglądały na zadowolone z życia i ćwierkały sobie radośnie.

lux017.jpg
Ja. Tamże. Podziwiam Sztukę.

lux018.jpg
Udany romans przyszłości z przeszłością w architekturze (MUDAM oczywiście), wbudowane w starą prochownię.

lux019.jpg
Trewir, widok na Katedrę.

lux020.jpg
Wnętrze katedry w Trewirze. W widocznej z daleka, oświetlonej kapliczce przechowują relikwie szaty Chrystusa, które widziałam 10 lat temu.

lux021.jpg
Takoż.

lux022.jpg
Uliczka, którą idzie się z Katedry do bazyliki ewangelickiej.

lux023.jpg
Rokokoko nieopodal Bazyliki.

lux024.jpg
Clairvaux, uliczka.

lux033.jpg
Clairvaux, św. Donatus w kościele parafialnym.

lux025.jpg
Clairvaux, zamek, miejsce stałej ekspozycji wystawy „The family of man”, której niestety nie widziałam, a żałuję serdecznie.

lux026.jpg
Clairvaux – tu mieszkał Bernard z Clairvaux (opactwo właśnie remontują, a rusztowania wszędzie takie same, oszczędzam Wam i sobie. Niemniej jest cudownie piękne i chcę tam wrócić…)

lux027.jpg
Echternach, malusie miasteczko z malusim ryneczkiem – a tu akurat dziedziniec szkoły z internatem pod wezwaniem św. Wilibrorda.

lux028.jpg
Echternach, wnętrze Kościoła św. Wilibrorda, co za cudna rozeta!

lux029.jpg
Echternach, wspomniany wcześniej malusi ryneczek i najstarsza kamienica. Mrrrraf!

lux030.jpg
Me, Myself and I. W tle zamek w Vianden, określony jako luksemburski Wawel. Też nie byłam w środku, też żałuję jak cholera…

lux031.jpg
Chętnie udostępnię większą wersję do zrobienia tapety na pulpit ;)

lux032.jpg
Takoż ;)

Właściwie nic więcej nie ma do dodania, było przepięknie… ;)

…jak jest mi naprawdę źle.

Nie zdziwcie się zatem, jakby co.

Sobota

Brak komentarzy

Pogoda słoneczna, ale zimno mi jak cholera, siedzę więc w nowych okularach (nie są z polaru, są za to mocniejsze niż poprzednie niestety), w polarze i kocyku, z gorrrącą herbatką Weihnachtstee i uczę się baz danych, a raczej Accessa (bo zapewne równanie sformułowania „bazy danych” z „Access” jest obraźliwe dla Ludzi Którzy Naprawdę Się Na Tym Znają).

Może mi się przyda.

Piesa leży i popiskuje, może się wczoraj przeżarła i brzuch ją boli? Dostała bowiem główkę stawu jakiejś kości wołowej (a wół duży był, bo rzeczona główka ważyła jakieś dwa kilo) i zżarła 1/3 na pewno. Głupio, że wcześniej jej tego nie odebrałam, ale cóż. To wiejski kundel, nic jej nie będzie.

Widziałam fragment programu Borata na youtube i jestem zniesmaczona. Dziwne to i nieśmieszne dla mnie zupełnie. Ale w Polsce jest dobra tradycja nabijania się ze wszystkich, co za wschodnią granicą mieszkają, więc może film odniesie wielki sukces? Nie widziałam wiele, więc i mało wiem. Może się mylę.

Od śmierci Babci mijają dziś dwa miesiące.

Nowe oprawki są czerwone i kanciaste i dość duże, wyglądam w nich jak skrzyżowanie Kazimiery Szczuki z amerykańską nastolatką z lat pięćdziesiątych.

Jest zatem piękna pogoda, słonko świeci, a ja siedzę w nowych okularach (nie są z polaru, są za to mocniejsze niż poprzednie niestety), w polarze i kocyku, z gorrrącą herbatką Weihnachtstee i uczę się baz danych, a raczej Accessa…

…w całkowicie pustym mieszkaniu (tzn pies i ja) nagle słychać stukanie? I nie jest to od sąsiadów, psa mam w zasięgu wzroku i nic mi nie spadło?

Niebojęsię, niebojęsię, niebojęsięwcale.

PS. Fotoblog luksemburski pojawi się dziś w nocy lub jutro, stay tuned!

PS2. Serdecznie zazdraszczam DrYoung et consortes tego nagrania, z którym uczyniłam to, co zalecono ;)

Jest ciemno.

3 komentarzy

Po powrocie (fotoblog będzie, ale nie teraz jeszcze) miałam lekkie przejście – weekend z P. i było mi dobrze. Teraz pierwszy raz od dawna zostałam całkiem sama i w ciszy mi dziwnie.

Jest ciemno, znów ciemno i ogarnia mnie przerażenie, bo znowu parę miesięcy muszę żyć w ciemnościach, czego nie jestem w stanie przejść zdrowo.

Osinowy kołek poproszę. Nie wiem tylko czy dla siebie, czy dla wąpierza, który mnie wysysa co roku bardziej, aż kiedyś nie zostanie ani kropla.

Jestem Daleko

1 komentarz

Wiem, wiem, steskniliscie sie za mna niemozebnie. Ale odrobina tesknoty ponoc dobrze robi kazdemu zwiazkowi ;PPP Od razu zastrzegam sie, ze w miejscu, z ktorego pisze, nikt nie uzywa polskiej klawiatury, ergo i polskich literek nie ma i nie bedzie. Chwilowo.

Moje Daleko nazywa sie Luksemburg, a konkretnie Fentange – malusie miasteczko pod Luksemburg La Cite. Albo jakkolwiek sie to nazywa. Wczoraj lazilam sobie po wzgorzach nad Mozela miedzy winnymi krzewami. Resztki winogron byly slodkie i dobre. Wczesniej natomiast siedzialam w pracowni ceramicznej Madame L. i lepilam kubki. Rzadko zdarza sie czlowiekowi taki odlot, jak przy tym mialam – L. prowadzila mnie za raczke przez te kubki i pomagala, a ja sobie lepilam, wygladzalam, zdobilam i bylo mi cholernie dobrze.

Wczoraj natomiast mialam okazje zobaczyc tutejszy szpital. Jasny, przestronny, z rzezbami, fontannami, laweczkami, wygladal jak cos pomiedzy eleganckim apartamentowcem a biurami nieopisanie bogatej korporacji, ktora stac na zatrudnienie speca od psychologii ekologicznej. Nawet kurna lawki dla palaczy sa ustawione tak, zeby ludzie sobie mogli pogadac, a nie czuli sie do tego zmuszani.

Miasto zmienilo sie odkad tu bylam 12 lat temu. Mnostwo sie buduje. Zabrali moja ulubiona rzezbe. Ale Princesse Charlotte stoi dalej i Tanczacy Komedianci na Place du Theatre stoja tez. Ide sobie wlasnie do nich, tylko musze zdazyc na autobus – aaaaa, 10 minut, a l’arme, a l’arme!!! :)

Cóż bym zrobiła, gdyby nie moja szczęsna-nieszczęsna autoironia. Pomaga mi czasem, jak już nie widać nawet światełka w tunelu.

Ergo mogę sobie poszydzić z własnego doła, z zimna i strachu i wszystkiego, co sprawia że zdecydowanie do życia społecznego to ja się nie nadaję.

Bluza, kocyk, lampa, pójdę sobie niedługo do J. i posiedzę chwilę. Nie jestem jeszcze pewna, jak tam dotrę, przez tę Syberię, ale dotrę, to ważne.

A potem już będzie troszkę lepiej, bo P. i cisza i miękkie ubranie w którym jest znacznie cieplej niż w dżinsach. A potem pójdę spać.

Za parę dni jadę Daleko.

…że nienawidzę Bożego Narodzenia?

Chyba rok temu. Pora powtórzyć. Dziś zaczął się temat świąt i tego, jak się je będzie spędzało i że tak jak zawsze – tylko że już nic i nigdy nie będzie tak jak zawsze.

Boli mnie brzuszek, czy mogę iść do domu?


  • RSS