merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2007

No to jazda ;)

1 komentarz

Znikam, wracam za tydzień. Tydzień, mam nadzieję, wypełniony wspaniałymi iście rzeczami.
Jeszcze tylko dopakowac 50000000000000 rzeczy do plecaka i można jechać.

Na najbliższe parę dni zostawiam Wam coś obrzydliwego :) . Słodkie jak Rubik, nudne jak flaki z olejem, aranżowane jak religijna pieśń w kościele charyzmatycznym, śpiewana głosem o dużym potencjale, sprzedanym jednakowoż na takie gie. Teledysk nie ma z tym nic wspólnego. A też nie jest najlepszy, nie da się ukryć…

Ale słucham tego na okrągło od paru dni ;))))

…tym mimo wszystko mi lepiej. Co bowiem może być lepsze, niż spanie do późna, spacery, zdjęcia i zaglądanie w miłe miejsca, piwo od czternastej, ognisko i kiełbasa z niego, niespieszne śniadania jedzone „w powietrzu”, czytanie na kocu i co jeszcze można sobie wymarzyć…

W związku z tym, tzn na wypadek, jakby zachciało mi się czytać, nabędę sobie jakiegoś Pratchetta w wersji org (jakże stosowne dla orgini), albowiem, jak powiedział kiedyś nieoceniony K., mnie się generalnie nie opłaca kupować książek. Działo się to, kiedy miałam lat 14, K. podarował mi na zajączka dwie pozycje Małgorzaty Musierowicz, a ja po śniadanku ułożyłam się wygodnie na tapczanie w towarzystwie herbatki, po czym zameldowałam się za trzy godziny z pytaniem, czy nie ma aby czegoś do czytania…

Remedium na to odkryłam w liceum – czytanie w oryginale zajmuje 3-4 razy więcej czasu, więc mogę zabrać na Belle jedną książkę zamiast pięciu. Pocieszające ;)

Zamierzam się dobrze bawić, nacieszyć P., świętym spokojem i Dobczycami, spacerami, zielenią, Krakowem… Mraf ;)

…że nie masz to na depresanta lepszej metody, niż soczyście obsobaczyć. I patrzcie, obsobaczona odpowiednio od razu czuję się znacznie lepiej. Nie powiem: idealnie. Nie powiem: kwitnąco. Ale lepiej.

W ramach lepieja idę na piwo w dobrym towarzystwie. Nie chce mi się ruszać d… jak cholera, co oznacza, że impreza będzie fajna.

Oprócz tego? Mocno krótko z kasą jest, niestety. Bardzo niestety i bardzo, bardzo krótko.

No i alt, prawy alt mi się blokuje.

Z niusów.

Brak komentarzy

Właściwie niusów brak. Może oprócz tego, że mam rowerek – śliczną czarną damkę z wygodną kierownicą i bagażnikiem. I po wypłacie zamierzam nabyć sobie do niej łańcuch jakiś i koszyczek na kierownicę ;)

A poza tym zamierzam pojechać na niej do pracy, co mnie lekko przeraża. Może tylko kawałeczek? :)

I czekam na lustrację swoich glinek dokonaną przez Madame L. Wysłałam zdjęcia i drżę teraz, co L. napisze. Ale frajda ;)

Taką mam nadzieję, że Belle będzie ciepłe, nie wyobrażam sobie marznięcia tam, jak rok temu.

I właściwie niusów już brak więcej…

Oikumene

1 komentarz

Miałam dziś dzień ekumeniczny. Wychodząc z pracy zajrzałam na kebaba i spotkałam znajomą muzułmankę. Szłam na spotkanie z protestantką, której pomagałam napisać plan pracy doktorskiej. Wieczorem oglądałam film z żydowskimi dziećmi.

Czy ktoś ma wątpliwości, że świat tak właśnie powinien wyglądać?

…brudzi jak cholera.

Powstała nowa ramka do lustra, tym razem z czerwonej gliny właśnie. Powstały też: miseczka i taka mała czarka.

Jestem rozkosznie zmęczona.

Zadzwoniła moja ciotka. Urocza staruszka, kiedyś o niej opowiadałam. Ma męża drania i córkę idiotkę; cóż, taki lajf.

W efekcie rozmowy w czwartek jadę do Tomaszowa w towarzystwie ciotki i Szanownej Rodzicielki. Do drugiej ciotki, równie wiekowej, równie uroczej, choć diametralnie innej charakterologicznie.

Bawiłam się też gipsem znowu. I nie, nie jest to bynajmniej fetyszyzm gipsowy – swoją drogą, jak dotąd to najzabawniejszy rodzaj fetyszyzmu, o jakim słyszałam. Robię sobie foremki do wycisków; zabawa tyleż urocza, co kurzotwórcza.

A tak naprawdę to ten gipsowy fetyszyzm (możliwość lub znacznie ułatwione osiąganie pobudzenia płciowego w sytuacji, kiedy jakaś kończyna opatrzona jest gipsem. Kończyna lub całe ciało na przykład, z obnażonymi jedynie odpowiednimi częściami) wcale nie jest zabawny. Jak bardzo przyjemność musi kojarzyć się z ograniczeniem i bólem, żeby angażować się w takie zabawy? Niezmiennie mnie to zastanawia.

Jest leniwa niedziela – czytam, piłuję gips, robię zdjęcia i wrzucam na fotobloga, myślę o Belle i o tym, jak będzie fajnie, ciepło, pięknie i normalnie.

…cztery kobiety stojąc na zalanych wiosennym słońcem schodach opowiadają sobie niestworzone historie i chichoczą jak nastolatki. Historie bowiem, nie wiedzieć czemu, skupiają się na zagadnieniach rozmaitych Panów i rozmaitych Dam, którzy w różnych sytuacjach mieli rozmaite problemy z działaniami teoretycznie zmierzającymi do prokreacji.

Gdzie ja pracuję ;)))

…wstępuje we mnie życie. Każdy foton sprawia, że lepiej się czuję. Wczoraj, kiedy było pochmurno, nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić z bólu i smutku; dziś prawie nic nie boli, co chwilę odwracam głowę ku słońcu i wchłaniam ile tylko się da.

Marzy mi się Domek W Pierdziszewie i cicha sypialnia, superszybki komputer, wielka kuchnia z metalowym stołem, na którym można robić nalewki, świece i mydła (tak K., ciągle o tym myślę ;) i jakaś miejscówka niedaleko, gdzie dałoby

I święty spokój werandy i dwa kubki i dzbanek z herbatą.

Na razie jednak zapalam świecę mimo że jest jasno (ślicznie pachnie malinami), nalewam coli i udaję się mentalnie w krainę humanitarian english, gdzie znajduje się przyjemna chałturka.

…a ja bloga zaniedbałam – trochę bo za dużo się działo, a trochę, bo nową zabawkę mam, czyli fotobloga rękodzielniczego.

Święta tym razem były bardzo oryginalne. W sobotę przyjechał P. i poszliśmy z koszyczkiem do kościoła, było fajnie, połaziliśmy, przeżyliśmy szok kulturowy we własnym kraju – a to najpiękniejsze doświadczenie socjologa, jak zawsze twierdził profesor Ziółkowski. A potem dom, wieczór, kręcenie sernika, wizyta u J. i K. – co za radocha się z nimi spotkać, pogadać, pobyć.

A potem śniadanie, wyjazd i dlaczego właściwie wsiadamy do dwóch różnych pociągów? Trudno powiedzieć do którego wsiąść razem; jeden i drugi jest ważny.

I teraz, po poniedziałku-i-kawałku-wtorku w Lublinie, po odebraniu z pracowni miseczek, lusterka i mydelniczki, po zrobieniu stojaczka na kadzidełka (no dobra, prawie kopia stojaczków Agnieszki, ale trudno) i obrobieniu lampionu, z którym mam problemy technologiczne, po przespaniu nocy – znów jest bez sensu, znów lęk i znów drżenie, że nic się nie udaje i nie uda, że nie wiem, czego chcę, że siedzę na rozstajach i nie mam zielonego pojęcia, dokąd iść – a i nawęzu nie ma z czego spleść tutaj…


  • RSS