merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2007

…wydaje mi się uczciwą kwotą i zastanawiam się, czy nie przyjąć propozycji.

Pisałam o tym? Chyba tak. No to dzisiaj też tak mam właśnie.

…nieśmiertelny już moim zdaniem i bardzo pasujący wierszyk. W charakterze bliski chyba naszym ukochanym Braciom i Siostrom.

Gdy wieczorne zgasną zorze,
zanim głowę do snu złożę,
modlitwę moją zanoszę,
Bogu Ojcu i Synowi.
Dopierdolcie sąsiadowi!
Dla siebie o nic nie proszę,
tylko mu dosrajcie, proszę!
Kto ja jestem?
Polak mały! Mały, zawistny i podły!
Jaki znak mój? Krwawe gały!
Oto wznoszę swoje modły do Boga, Maryi i Syna!
Zniszczcie tego skurwysyna!
Mojego rodaka, sąsiada, tego wroga, tego gada!
Żeby mu okradli garaż,
żeby go zdradzała stara,
żeby mu spalili sklep,
żeby dostał cegłą w łeb,
żeby mu się córka z czarnym
i w ogóle, żeby miał marnie!
Żeby miał AIDS – a i raka,
oto modlitwa Polaka!

Gwoli wyjaśnienia: oprócz rozmaitych innych rzeczy z nowej reklamówki tych panów i pań wynika, że jeśli słuchasz muzyki klasycznej i wiesz, jak się je bezy, to jesteś skurwysyn, złodziej, bandyta, agent i należysz do układu.

Uprzejmie proszę od razu zakuć mnie w kajdanki, razem z moim Haendlem.

Ciąg dalszy szokujących połączeń: gazeta.pl pod Millennium of music in Westminster Abbey, a konkretnie pod kawałek Zadok the priest, którego autora nie znam, ale podejrzewam Haendla (na podstawie fraz idealnie jak z Mesjasza; oni nie przejmowali się podówczas wprawdzie prawem autorskim, ale to tak charakterystyczne dla Haendla, że zdziwiłabym się pomyłką).

I czytam sobie, czytam o polityce, o naszych włodarzach, o przedwyborczych podstępach, a tu nagle narastające napięcie, smyczki z początku łagodne gęstnieją, nabierają barwy, a spośród nich wybucha chór – jak srebrne fajerwerki, jak stalowe ostrza, jak sama nie wiem co, żeby po chwili złagodnieć, skręcić się w złote, haendlowskie listki.

A ja płaczę z radości i śmieję się głośno, pierwszy raz od nie pamiętam kiedy.

…które poprawiają mi nastrój i sprawiają, że zaczynam wierzyć w szansę na normalność. Mimo osobistego popierdolenia, które jakieś 10 lat temu wyskoczyło poza ustawową skalę i pozostaje tam, hasając wesoło.

Archiwa blogów Cloudy i mundanity wyciągają z każdego doła i przywracają oddech i spojrzenie wystarczająco trzeźwe.

A teraz, kiedy wypiłam już kawę i zjadłam herbatniki, można by się ubrać bardziej wyjściowo i pomknąć w kierunku biurowym. Łaska boska, że jeszcze nie muszę zjawiać się w pracy o ósmej. Mimo zbliżającej się takiej perspektywy – nie wiem, jak uda mi się to zrobić. Nie pamiętam już, jak udawało mi się stawiać punktualnie o ósmej do szkoły przez tyle lat. I nawet nie poranne wstawanie mnie mierzi – w większości przypadków, o ile położyłam się spać około północy, to nie ma problemu; najwyżej odbiorę słuchawkę prysznica i będę się dziwić, że rozmówca pluje, zamiast mówić. Ale LUDNOŚĆ w metrze, autobusie, na przystanku… LUDNOŚĆ śmierdząca, z tłustymi kudłami, cuchnąca niemytym od tygodnia ciałem, przetrawionym alkoholem i wczorajszymi fajkami, LUDNOŚĆ ciągnąca dzieci za rączki i drąca się na nie z błahego powodu albo i bez powodu, LUDNOŚĆ kupująca Nasz Dziennik, Super Express, Fakt i karmiąca swoje strociniałe mózgi w kompletnym niezrozumieniu, że ich życie zaczyna zależeć od czyjegoś interesu czysto finansowego, że ich myśli kształtuje pan Bauer, pan Rydzyk czy inny pan, którzy uczciwość i misję społeczną mają gdzieś w okolicy 25cm w górę odbytu…

To mnie przeraża w jechaniu do pracy o 7.15 w Polsce.

P. na grzybach, ja wybieram się dopiero w czwartek. Dziś wieczór słomianej wdowy – Taniec z gwiazdami – wybaczcie, nie mogę oprzeć się dupci posła Bez Obuwia. Dla wyjaśnienia – to jedyna rzecz, jaka mi się w pośle Bez Obuwia podoba.

A do tego talerz gorących, świeżutkich fryteczek…

…i sprawiłam sobie soulseeka. Soulseek jest fajny, bo prosty i skuteczny. Szukając jakiegoś kawałka zajrzałam, jak to mam we zwyczaju, co innego ten użytkownik udostępnia. I znalazłam trzy płyty renesansowej muzyki – angielskiej, hiszpańskiej i włoskiej.

Ściągam po kolei wszystkie i delektuję się po drodze…

…to nie nienawidzę tego aż tak bardzo.

Niestety…

Brak komentarzy

…nie wygrałam Gadu Dyktanda, choć starałam się i miałam tylko (aż!!!) 15 błędów. Bu.

Sprzątnęłam za to łazienkę i obejrzałam Martha Stewart Show, dzięki czemu poczułam się jak housewife, czy raczej housemaid, jako że – jako żywo – wife jeszcze nie jestem.

Zmęczyłam się za to dość dramatycznie tą robotą, częściowo z realnego wysiłku, a częściowo dlatego, że czego jak czego, ale łazienki nie znoszę sprzątać.

A teraz pies, coś zjeść i do J. na ploty drobne jakieś…

nuka.jpg

To moja psineczka.

…Bridget Jones przed rozmową w telewizji. Wkuwam nazwiska ministrów i szefów jednego urzędu. Mam wizje, jak po pracy konserwatora powierzchni płaskich w najbliższym supermarkecie siedzę z wojakiem i viceroyem w rękach i wołam: ZENEEEEEK TWOJA MAĆ!

Bo dzisiaj syndrom ziemniaczka to za mało.


  • RSS