merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2007

Lubię to. Lubię, podoba mi się, oglądam jak głupia pipa.

Poza tym mam szwedzki cydr gruszkowy, pomarańczową świeczkę, a do tego dzisiaj jest zimno i mróz. I miseczka, którą wyciągnęłam z pieca, okazała się być ohydnie poszkliwiona, co w skrócie oznacza, że któraś z małych pomyliła nakrętkę matowego szkliwa z nakrętką białego. I nadziałam się na to białe, nierówno poszkliwiłam… i mam pawi efekt.

Argh. W takich okolicznościach bliżej mi do ladette, niż do lady

…kiedy jest temat na notkę, już się spinasz, już myślisz, już tłoczą się słowa – po czym okazuje się, że z tysiąca rzeczy to akurat nie jest i nie może być tematem notki.

Zagryzam zatem zęby i zastanawiam się, gdzież dać upust tfurczości…

…po prostu rzadziej zbiera mi się na pisanie. Ale to minie, jak sądzę, jak większość fascynacji nowymi zabawkami.

Zajmuje mnie głównie robota. Wstaję, idę na fabrykie, robię, wracam. I to robienie na fabryce jest fajne. Ludzie, spotkania, sprawy – jest tego mnóstwo.

Prowadziłam wczoraj lekcje – wreszcie, cudownie, byłam zachwycona tym. Kocham ten stan, w którym jestem, kiedy staję przed grupą – i działam. Czysta energia, jasne myśli. Mogłabym tak zawsze.

Szefowa mnie dziś pochwaliła za szybką orientację na nowym miejscu pracy. Moim zdaniem moja orientacja wcale nie jest szybka, ale i tak byłam zachwycona. Co ja winna, że moje ego jest ciągle głodne głasków? I że można mnie kupić byle pochlebstwem?

Dużo ostatnio myślę o tym. O kupowaniu ludzi, o technikach wpływu. I jak głupia byłam, tak głupia jestem.

…który ułatwi życie wielu. Jest jednak trudny do zrozumienia i jeszcze trudniejszy do wprowadzenia w życie. Wymaga wysiłku znacznie większego, niż ten, do którego przyzwyczajony jest człowiek na codzień. Jest tym trudniejszy w dobie społeczeństwa informacyjnego, w którym właściwie wiadomościami jesteśmy bombardowani bez przerwy i przyjmujemy je ciągle, coraz to nowe. Oto mój postulat:

Obywatelu! Skoro umiejętność czytania podobno wbito ci w rzyć wiele lat temu i na pytanie, czy umiesz czytać, z oburzeniem odpowiadasz, że tak – korzystaj z tego bogactwa. Amen.

TV Day

Brak komentarzy

Po śniadaniu, w ramach powygrzewania się i napicia kawy, zaczęłam przerzucać kanały w tiwi. Robię to stosunkowo rzadko (jeśli w ogóle cokolwiek oglądam, to kuchnię.tv albo tvn24, niekiedy też tvnstyle, o ile nikt nie przekonuje mnie tam, że kobieta powinna spędzać w łazience tyle minut, ile ma lat – mam prawie trzydzieści i toaleta poranna nadal trwa dziesięć minut – czy to źle, droga Gosiu?). O czym to było? A, o rzadkim oglądaniu telewizji.

Przerzucając kanały trafiłam na Mona Lisa Smile – tyleż głupie, co urocze, a do tego z miłą muzyką.

O 16 wymyśliłam sobie oglądanie Ladette to lady. Trwało godzinę i naprawdę nie wiem, jak można tańczyć w obcasach na stole do bilarda, podając komuś pośladki do pocałowania. A jednak można.

O 20 zamierzam zasiąść na ostatni seans – Taniec z gwiazdami. I na tym zakończyć swoje szaleństwo telewizyjne. Dzięki temu dostarczę sobie porcji zdrowej, ludowej rozrywki i będę miała platformę porozumienia z panią M. jutro w pracy. A zdaje się, że spędzę z nią dziesięć godzin, co ma swoje zalety, ale ma i wady…

…podejmuje się decyzje. Odżegnywałam się od „naszej klasy”, bo a. nie miałam ochoty na kontakt z ludźmi z podstawówki, b. nie było mojego liceum. Niby ludzie z liceum są czy bywają na gronie, ale głównie ci mocno młodsi, z którymi nie mam o czym rozmawiać – nie uważam albowiem, że spanie w schronisku młodzieżowym uwłaczało ludzkiej godności na przykład.

Zamiast kogokolwiek z liceum znalazłam na przykład mojego stryja, który – biedaczek – samotnie czeka, aż zgłosi się ktoś z jego znajomych.

I parę osób, które znam, a do których nie śmiem się odezwać.

…albo P. jedzie dzisiaj do Warszawy, albo ja do Łodzi. Niestety, skończyłoby się to zakażeniem krzyżowym; P. dostałby paskudny, wypełniający mózg katar, a ja Coś Dziwnego Z Kaszlem. Może udałoby się wyhodować jakiegoś nowego wirusa? Albo wyjątkowo ohydną bakterię?

Nic to. Za tydzień. Kciuki mi trzymać, no ;)

…dzwonią, a w nich obywatele domagają się informacji:
- Dlaczego Polska nie ma większości w Parlamencie Europejskim?
- Jakie stypendium ma kolega mojej córki w Irlandii?
- Która firma w Portugalii zajmuje się produkcją parkietów dębowych?
- Jaki jest numer kierunkowy do Londynu?

A człowiek siedzi w tym biurze i powtarza sobie, że naród jest suwerenem.

…znalazłam coś takiego. Nie wiem, co to, nie wiem, skąd – gdzieś w sieci siedziało bez podpisu i muszę dopiero poszukać. Ale w świetle choinek, które dziś zobaczyłam w centrum Warszawy, chyba się nadaje.

The night is dark, the sun is gone,
Yet we know the wheel turns on.
Through midnight’s hour, solid dark,
Within our hearts remains a spark.

Queen of Heaven, Mother of all,
Hear us as our voices call.
Send your fire back to Earth
As we will the Sun’s rebirth.

As the flames around us glow,
So may love within us grow.
Waken Sun King, be reborn!
Bring us light this Yuletide morn!

I tak.

…leje deszcz, ja sprzątam sobie powierzchnię życiową i myślę. Nic fajnego z tych myśli nie wynika, bo niby co by miało. Ale jest mi nieco lepiej generalnie, niż bywało w ostatnich dniach. P. jakby zdrowszy i przez to bardziej jakoś. Weekend zaduszkowy się zaraz skończy. Za godzinę w tv program, który mam ochotę obejrzeć (i nie, to nie jest Na dobre i na złe. Mam trzy książki przed sobą do przeczytania i biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio czytam głównie w środkach komunikacji miejskiej, to jest to przyjemna świadomość zapewnienia sobie lektury na najbliższy miesiąc pewnie. I hiacynt mi odrasta.

No i pora najwyższa na zapalenie świec na stałe. Listopad, znaczy ciemność widzę – świece maja być.

Aaa, muszę do piwnicy. Tylko gdzie są klucze???

UPDATE: Klucze się znalazły, a ja odkryłam, że zielona teczka opisana jako „Dokumenty, zaświadczenia, papierki”, zamiast leżeć spokojnie na półce, leżała jeszcze spokojniej w piwnicy. Uff.


  • RSS