merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

Aaaaaaa.

Brak komentarzy

Mówiłam, że mam katar, jestem biedna, chora, zakasłana i z głową pełną wielu rzeczy, ale przecież nie pracy? Te rzeczy obejmują na przykład: łóżko, kołdrę, herbatę, cytryny, papryczki jalapeno żarte na żywca i z pesteczkami (nic innego tak nie rozgrzewa).

Wiadomo, dzięki D. udało mi się posiedzieć w spokoju i nie zedrzeć sobie gardła zupełnie. Ale świry nie znają taryfy ulgowej:
1. Pani G. przylazła z pretensjami, że jedna z komisarzy UE nie mówiła o pieniądzach, które ponoć drzemią. No to żeby wykład zrobiła u nas w pracy, bo niech się uczą…
2. Pan Czerstwy mrygnął okiem, potem drugim, pokłusował – całe szczęście dziś bez słowa.
3. Ta Cicha Studentka (gruba baba szemrząca głosem wystraszonego zwierzątka z kreskówki) wygłosiła całą formułkę (DzieńDobryPaniJaChciałamNaWykładCzyMogęCzyJużSięZacząłCzyMogę?). Być może dzięki informacji, że tak, już się zaczął, nie powtórzyła tego trzy razy, jak to ma we zwyczaju.

Pobił wszystkich pan, który zażądał stanowczo pieniędzy na zapłatę dla swoich pracowników.

A ja siedzę i marzę o kołderce, herbacie, cytrynie i papryczce.

Dzisiaj już nie mogę, nienawidzę ludności, jestem niewyspana i zmęczona, czeka mnie sprzątanie i dopiero potem będę mogła się wyluzować i odpocząć – herbata stanie na podgrzewaczu, włączy się radio i Odpocznie. Trochę. A jutro będzie super dzień – połazimy po mieście, pójdziemy na imprezę, będzie spokojnie i ani w jednym, jedynym momencie nie będziemy się spieszyć.

Oraz: Znów jestem społecznie niedostosowana.
 
Oraz: Mam śliczne foremeczki i nie zawaham się ich użyć, niedługo zostanę piernikzillą.

Oraz: W maju i kwietniu nie dostanę urlopu, szefowa zapowiedziała, że nie ma szans i od pojawienia się w pracy nie zwolni nikogo z nas nic poniżej OIOMu.

Oraz: Za godzinę wypadam stąd i kontynuuję Działania.

…i uprzedzenia tematy „debat” na głównej stronie blog.pl, to robi mi się smutno i żal. Tak bardzo żal, że mam ochotę napisać go przez rz, żeby był jeszcze bardziej żałosny.

Czy warszawiacy (=mieszkający w W-wie? urodzeni w W-wie?) są mili, czy niemili? Toż to fascynujący problem. Ja na przykład dzisiaj jestem miła. Ale przedwczoraj nie byłam. Jestem warszawianką czy też nie? Istnieje teoria, wedle której do nazwania się warszawiakiem trzeba legitymować się siedmioma pokoleniami urodzonych w tym mieście, a ja – o żałości – nie mogę. 

Czy komercja zabiła radość? No tak, w końcu ”my, pokolenie JP2, kombatanci komunizmu urodzeni w latach siedemdziesiątych” mamy wspomnienia prawdziwych świąt, z pomarańczami w charakterze rarytasu. Eeee? No owszem, tak było. Co z tego? Radość świąt nie jest i nie powinna być związana z jedzeniem. Świętujesz Boże Narodzenie? No to cieszysz się z narodzenia twojego Zbawiciela, do prezentów i pomarańczy przywiązując mniejszą, jeśli jakąkolwiek wagę. Dzieci się licytują? Sorry, tak je wychowałeś. Sam przestań się licytować i miej nadzieję, że jeszcze zdążysz oduczyć tego dziecko.

Nie ma prostych rozwiązań, choć tak bardzo za nimi tęsknimy. Za to podsuwanie ludziom tematów tabloidyzujących myślenie nie jest receptą na wychowanie społeczeństwa. Choć oczywiście – jest tak proste, że na pewno można liczyć na popularność.

Mimo braku tagów na blogu sądzę, że #noapologies byłoby tu stosowne.

Nie jest pan tak atrakcyjny, ze swoim śmierdzącym tanimi fajkami oddechem, ani tak mądry, z uwagami o niezależności czasu od zegara, żebym radośnie zawaliła kolejkę pięciu osobom po panu. Nawet uśmiech zżółkłych zębów i spojrzenie typu „hej, malenka, zabawymy się” niczego nie zmieni. Po prostu 25 minut spóźnienia na umówione spotkanie sprawia, że zlatuje Pan na najbliższy wolny termin. Jeśli ten termin przypada za siedem godzin - to niezależne ode mnie. Sorry.

Oooj.

Brak komentarzy

Wczoraj był największy świr świata, Pan, Którego Pyta Młodzież. Nie znoszę kolesia.

W ogóle wczoraj i dziś to dni ze złego snu. Nieopisany nawał ludzi, przwijają się setki, każdy ma sto problemów. Na półgodzinne spotkanie potrafią się spóźnić 20 minut i zrobić awanturę, że przecież jak to, konsultant nie przyjmie, bo się spóźnił? No pięć minut temu panu nie wystarczy? Co to znaczy,  że on przyszedł, a tu nie ma?

I Te Pe.

…ile dałam za foremki do pierniczków.

Ale będę za to miała: śliczne gwiazdki jak z obrazka, dzwoneczek, dwunastocentymetrowe serduszka i wielkie, ozdobne płatki śniegu. Teraz niech mnie tylko ktoś nauczy lukrować z tutki, mam do takich rzeczy dwie lewe ręce, idea rękawa cukierniczego jest tyleż wspaniała, co trudna do realizacji…

…kiedy czeka na mnie ciepły obiad, ja jestem głodna, a klienci wsuwają się jeden po drugim tak, że za każdym razem masz nadzieję, że po tym ostatnim będzie przerwa. Wtedy dzwoni telefon. A zanim skończysz rozmowę, wsuwa się kolejny klient. Czujesz, jak twój obiadek stygnie.

I szczerze i z radością zatłukłbyś tego patafiana, co właśnie włazi i staje między tobą a prawie już zimnym obiadkiem…

Jeżeli jesteś umówiony z konsultantem na 11.30, przychodzisz o 11.55, to nie dziw się, że jedyne, co mogę zaproponować, to kolejną wizytę, 3 godziny później. Lub jutro. Konsultant był punktualny. Zaklęcia nie pomogą. Kurwienie takoż nie.

Skąd się w nas bierze przekonanie, że jeśli się spóźniamy, to nic się nie stało i wszystko jest ok? Że skoro termin był do dwunastej piętnastego lipca, to o trzynastej też będzie dobrze?

Sorry, nie kupuję tego.

…słuchając, jak kolega jąka się nieco na widok naprawdę prześlicznej, seksownej i uroczej obywatelki?

Too cute ;)

…powrót do rzeczywistości pracowej. Yasne. Pan Super Szef podpisał mi pismo, wielka frajda. Niestety, KTOŚ zadział GDZIEŚ załączniki do tegoż pisma. Szukam, wściekam się, nie mam pojęcia, gdzie szukać, sekretariaty podają mi sprzeczne miejsca pobytu moich załączników. Grrr.

A gdzieś w środku myśl: jasne, to jest ważne, ale przecież nie najważniejsze. Najważniejsze spało wczoraj pół dnia, gadało ze mną – tak jak G. napisała – życie jest gdzie indziej.

Ciekawe, ile potrwa mój świeżo nabyty zen.


  • RSS