…a ja sobie żyję i – nie da się ukryć – coraz lepiej żyję, wygrzewam się w słońcu, łapię wiatr w żagle, planuję przyszłość. Najbliższe plany obejmują tygodniowe, a właściwie dziewięciodniowe wakacje w czerwcu, połowę spędzę w Kazimierzu nad Wisłą, drugą połowę z P. w Urlach na Belle. Dalsze plany obejmują weekend w Gdyni u Anny, gdzie razem z P. będziemy fotografować żaglowce i wdychać morskie powietrze.

W poprzedniej pracy bywało, że nie miałam kompletnie, dramatycznie NIC do roboty. Martwe dni i tygodnie, które spędzałam czytając i oglądając zdjęcia na Apartment Therapy, a także na gadaniu z Anną via gg. Anna również nie miała wtedy nic do roboty w pracy, bo między jednym a drugim projektem mijały czasem i dwa tygodnie. Wtedy właśnie układałyśmy z Anną menu na proszone obiady. Obiady mogły być w jednym kolorze (żałosny pomysł, ale dobry jako ćwiczenie), mogły mieć jakiś temat geograficzny (Norwegia) albo sytuacyjny (sierpień na wsi). Wczoraj usiadłam nad kartką papieru i dla rozrywki ułożyłam sobie coś takiego – weekend na wsi na przełomie wiosny i lata.

Ależ frajda. I mówię Wam, zrealizuje się to kiedyś. Koniecznie ;)