merigold blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010

…słucham jej kilka razy dziennie, z tysiąca powodów.

- Warchoł! – krzyczą. Nie zaprzeczam,
Tylko własnym prawom ufam:
Wolna wola jest człowiecza,
Pergaminów nie posłucha.

Boska ręka w tym, czy diabla,
Szpetnie to, czy właśnie pięknie -
Wola moja jest jak szabla:
Nagniesz ją za mocno – pęknie.

A niewprawną puścisz dłonią -
W pysk odbije stali siła;
Tak się naucz robić bronią,
By naturą swą służyła.

Sprawa ze mną – jak kraj ten stara
I jak zwykle on – byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara -
Nie uczynią też i dworaka.

Wychwalali zasługi i cnoty
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć – nie mam ochoty,
Warchołowi – nikt nie da rady!

Lubię tany, pełne dzbany,
Sute stoły i tapczany,
Płeć nadobną – niesurową
I od święta – Boże Słowo.

Lecz ni ksiądz, ni okowita
Piekłem straszy, niebem nęci,
Ani żadna mnie kobita
Wokół palca nie okręci.

Mój ból głowy, moja skrucha,
Moje kiszki, moja franca,
Moja wreszcie groza ducha,
Gdy Kostucha rwie do tańca!

Sprawa ze mną – jak kraj ten stara
I jak zwykle on – byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara -
Nie uczynią też i dworaka.

Wychwalali zasługi i cnoty
Podsycali pochlebstwem wady,
A ja służyć – nie mam ochoty,
Warchołowi – nikt nie da rady!

Jakbym ja był człowiek z wosku
W rękach wodzów, niewiast, klechów -
Mógłbym ich zostawić troskom
Cały ciężar moich grzechów.

Ale znam tych stróżów mienia,
Sędziów sumień, prawdy zakon,
Spekulantów odkupienia -
Bo znam siebie – jako tako.

Ulepiony i pokłuty
Niepotrzebny będę więcej;
Rzucą w ogień dla pokuty
I umyją po mnie ręce.

Sprawa ze mną – jak kraj ten stara
I jak zwykle on – byle jaka:
Nie zrobili ze mnie janczara,
Nie uczynią też i dworaka.

Zły? – być może. Dobry? – a czemu?
Nie tak wiele znów pychy we mnie.
Dajcie żyć po swojemu – grzesznemu,
A i świętym żyć będzie przyjemniej!

Nie powstrzymywałam się dziś w pracy, oj nie. Soczyste szynki, rostbefy i schaby płynęły z moich ust lekko jak piórka. Są takie chwile w życiu Meri, że rzucenie mięsem wydaje się jedyną alternatywą wobec rozpęknięcia się ze złości.

Perfekcyjnie za to umiem powstrzymywać się w życiu prywatnym. Setki bezmyślnych, głupich, żałosnych, pretensjonalnych uwag, wypowiedzi, oświadczeń i pytań pomijam milczeniem. Nie odpowiadam złośliwie. Nie opieprzam. Nie sprzeciwiam się. Nic nie mówię i nie robię, odkładam wściekłą pasję i głębokie zażenowanie trochę głębiej i próbuję znów oddychać spokojnie.

Pytanie, co normalni ludzie robią, kiedy z zażenowania pozerstwem znajomego rumienią się po same uszy. Co robią, kiedy ten znajomy mówi rzeczy, których kulturalnym ludziom nie wypada pomyśleć. Co – oprócz zerwania znajomości, które w tej sytuacji z różnych względów nie wchodzi w grę – można zrobić?

Pytanie, na ile jeszcze starczy mi miejsca i co zrobię, jak miejsce się skończy.


  • RSS