czytam i oglądam:

cashew, clotilde, cloudy, photo-meg, dodo, dryoung, eilan, evva, foochatek,
john & kid a, leśne drogi, leśne ścieżki, lorika, mamofyen, megaira, motyla noga, motylej zdjęcia, mundanity, okolice smaku, pierwsza, qbk, snafu, wawasapki,
zu, zo i zbig
 
strona główna.


Po glinie
O rany, ależ jestem zakręcona. 3 godziny temu siedziałam jeszcze przy kole i toczyłam niewielką miseczkę, ostatnią z moich rozmaitych kształtów i prób. Totalny zen - ja i glina, ja i koło, moja praca, wysiłek, radość, kiedy wychodzi. To trudne, ale nie tak trudne, jak sobie wyobrażałam. Wymaga pracy i zaangażowania. Jest piękne.

Siedziałam przy kole, obrabiałam, doklejałam uszka, wygładzałam kształty. Cisza i spokój, równomierne brzęczenie silnika koła, dotyk miękkiej gliny uspokajają i pobudzają do myślenia, nowych pomysłów. Pracowaliśmy (Mirek, Ania i ja, pod kierunkiem Piotra od pół do ósmej do pierwszej, potem od drugiej do szóstej, potem od siódmej do dziewiątej, dziesiątej, północy. Piotr jest świetnym nauczycielem, spokojnym i cierpliwym. Glina uczy cierpliwości.

Rany, jak mi dobrze, jaka jestem jeszcze zakręcona. I już czekam na wtorkowy wieczór w pracowni.

Narobiłam potwornych ilości miseczek, kubeczków i amforek. Znakomita część jest solidnie pokraczna, ale kilka takich, że nie mogę uwierzyć, że to ja coś takiego zrobiłam. Tymi ręcami. Ja sama.

Idę spać...

2007-07-08, skomentuj (5)