merigold blog

Twój nowy blog

A wczoraj

Brak komentarzy

uszyłam sobie sakiewkę. Ma środek w kratkę i szary wierzch. Podoba mi się.

Czasami

Brak komentarzy

lubię znikać.

Im dalej od magicznej ponoć granicy, tym bardziej się lubię. Nadal patrzę w lustro krótko, ale za to z rosnącą przyjemnością. Kupuję sobie porządne buty i dobre staniki. Przestałam się przejmować, że nie czytam Dostojewskiego. Częściej odpuszczam, bo nie wiedzą, co czynią. Po dwudziestu kilku latach przestałam czuć się jak ofiara. Parskam śmiechem, wzruszam ramionami. Więcej widzę i rozumiem. I nawet jeśli to gorzkie zrozumienie – i tak mnie cieszy. Nadal się przejmuję, złoszczę i gryzę w język. Nadal jestem sobą. W trzydziestym trzecim roku życia chyba polubiłam Meri.

Enneagram

Brak komentarzy

W „teście osobowości” znalazłam pytanie:

Inni ludzie postrzegają mnie jako osobę:
A) która odniosła sukces i jest godna podziwu
B) niezwykłą i oryginalną.

Mam ochotę dopisać:
C) obie powyższe odpowiedzi są prawdziwe.

Hehe.

Wyrzucanie

Brak komentarzy

I co ja mam wyrzucić?
Zbiorek reprodukcji wielkich mistrzów z Gemaeldegalerie z Drezna? Rocznik – mniej więcej – 65? Buteleczkę po specyfiku „Calcivit” z bakelitową nakrętką, rocznik mniej więcej 60? Zapalniczkę od Soete z napisem „Frauen haben Feuer”, reklamówkę Partii Zielonych, którą dostałam od niej na konferencji sześć lat temu? Własnoręcznie robione świeczniki i paterki? Pudełeczko po francuskich cukierkach, starsze ode mnie, pamiątkę po babci? Spory zwój doskonałego szmergla? Czy może bukową szyszeczkę, którą dał mi P. na spacerze parę lat temu? Wtedy była relikwią i jest nią dziś!

Nie umiem porządkować. Za cholerę nie umiem.

…wygląda następująco:

1. zmyć gary,
2. wrzucić pranie,
3. ugotować obiad,
4. zwinąć wełnę w kłębki, oglądając „Mansfield Park” w wersji BBC,
5. podać obiad mężczyźnie,
6. zaplanować obiad na jutro.

Mentalna trójpolówka.

…ale przydałby mi się mały seansik nienawiści. Chyba go urządzę wręcz. Albo wypiję te pół butelki caberneta i obejrzę film. Albo – ha! – jedno i drugie, ale seansik dopiero za dni parę.

Nawet nie mam specjalnie siły na autoironiczne wstawki.

Ups.

Brak komentarzy

Właśnie się zorientowałam, że ten projekt w robocie, co go robię, będzie wymagał UBRANIA SIĘ na koniec. I dżinsy z ukochanym moim granatowym sweterkiem w serek raczej nie przejdą [tu wstaw swoją ulubioną serię słów powszechnie uznanych za obelżywe].

Filmy, które.

Brak komentarzy

Jest ich kilka, niektóre zaliczają się do gatunku „wstydliwe wyznania”. Zawsze, o każdej porze, bez względu na wszystko mogę je oglądać. Albo właśnie nie zawsze, to sezonowe smaczki pojawiające się wtedy, kiedy powietrze pachnie w specjalny sposób.

„Małe kobietki” – feministka rwie włosy z głowy, ale czasem po prostu muszę, no i Susan Sarandon i Winona Ryder – mistrzostwo świata.
„Duma i uprzedzenie” w jedynej, kanonicznej wersji z 1995 roku.
„Rozważna i romantyczna” takoż w jedynej kanonicznej wersji z Emmą Thompson.
„Love actually”, właściwie bez komentarza…
„Pret a porter”, zawsze wiosną.
„Rycerz króla Artura”, głupia Julia Ormond, jak można było woleć Richarda Gere od Sir Seana?

itepe, itepe, itede. Zaraz wyciągnę tę płytę z „Małymi kobietkami”, bo jest zimno i kiedy z offu słyszę głos Winony Ryder mówiącej „My sisters and I remembered that winter as the coldest of our childhood.” to właściwie jestem w domu, wszystko jest dobrze, można zawinąć się w koc i trwać, trwać do wiosny…

Grrrrrrr

1 komentarz

To nie jest dobry dzień. Od tygodnia unieruchomiona ze zwichniętą kostką (a w poniedziałek do pracy, jest czwartek, a ja tego w ogóle nie widzę, bo mam nadal potężny kłopot z siedzeniem z nogą w dół, nie mówiąc o staniu dłużej, niż pięć minut). Od rana kosmiczny wkurw na wszystkich i wszystko. I nie, nie kumam, jak można nie wiedzieć, co się mówi i jak bardzo to mówienie krzywdzi podobno przyjaciół. I nie rozumiem, jak znajomy na fb może pisać o sobie, że jest naśladowcą Chrystusa, skoro jego naśladownictwo wyraża się głównie w robieniu uduchowionej miny i kłamstwach pomieszanych ze świństwami wobec swoich ponoć braci i sióstr w JCh. I nie rozumiem, dlaczego moja cholerna kostka po TYGODNIU leżenia plackiem nadal ma do mnie pretensje. I nie rozumiem, jak można było potrącić mnie na CHODNIKU jadąc ROWEREM, nie zauważyć tego i pojechać. Przerabiam teorię frustracji-agresji w pieprzonej rzeczywistości.


  • RSS